Czasem w Bieszczady zdarzało mi się nosić różne dziwne rzeczy. Tym razem rzecz była równie abstrakcyjna - czarne szpilki. Musiałam je przywieźć w ten weekend z innych powodów, jednak potem przy wyprowadzce zapomniałam je spakować. Nie pozostało mi więc nic innego, jak zabrać je ze sobą do plecaka na wędrówkę... Podobnie rzecz się miała z maczetą. Kobieta chodząca po górach z czarnymi szpilkami i maczetą... robi wrażenie? W tym momencie zwracam się do czytelnika o lekką dozę humoru i przyróżenie oka, ponieważ sam fakt noszenia takich butów ze sobą po górach rozbawił mnie na tyle, że postanowiłam zrobić sobie z tego mały ubaw.
11.jpg
Następnego dnia udałam się na miłą wędrówkę. Założenia były takie, by podążać szlakiem. Jednak okazało się w praktyce, że szlak był oznakowany tylko około 2 razy na początku i raz na końcu odcinka. Fakt ten dodał troszkę adrenaliny mojej wędrówce i jeszcze więcej satysfakcji, gdy zobaczyłam oznakowanie po wyjściu z lasu, po około 2 godzinach marszu. Na początku podążyłam za kobiecą, górską intuicją (dobrze, że przynajmniej mam tę górską..) i udałam się jakąś stokówką w las. Potem trzykrotnie zmieniałam tor mojej ścieżki. Szłam na zupełnym luzie, niespecjalnie przejmowałam się, czy idę szlakiem, czy nie - bo szlak w praktyce istniał tylko na mapie. Stwierdziłam (jakże odkrywczo), że idąc tak, w końcu gdzieś dojdę. Święta zasada - wszystkie stokówki prowadzą do drogi. Ależ buchnęłam śmiechem w duszy, gdy zobaczyłam po wyjściu z lasu, oznakowanie szlaku i pewne punkty orientacyjne zaznaczone na mapie. Oznaczało to, że cały czas szłam wzorowo szlakiem, który istniał tylko na mapie. To już nie pierwszy (i nie piąty) raz, gdy chodząc "Bóg jeden wie gdzie"wychodzę wypisz - wymaluj dokładnie w miejscu, do którego zmierzałam.
Wyniknęła nieplanowana potrzeba udania się do sklepu, więc schowałam plecak w krzakach i poświęciłam 40 minut na spacer na zakupy. Potem zamierzałam odwiedzić pewną wysiedloną wieś i 15 minut zastanawiałam się, jak doń trafić. Szybciej byłoby pod górę, jednak szczerze powiedziawszy wciąż nie ufam swojej górskiej intuicji (którą raczej nazwałabym przypadkiem) i nie wierząc, że byłabym w stanie odnaleźć w lesie właściwą stokówkę, udałam się doń drogą okrężną, pozostawiając wiąż plecak w krzakach. Dosyć szybko przekonałam się o słuszności swojej decyzji (zarówno tej o okrężnej drodze, jak i tej o chodzeniu bez obciążenia) ze względu na przepiękne walory widokowe. Oto nagle otworzyły siębramą przede mną łąki dawnej wsi. Byłam w niebie. Do tego pogoda tak przepiękna -upalne słońce i leciutki wiatarek dodający ochłody. To wszystko zapierało mi dech w piersiach. Poczułam tę przestrzeń. Poczułam powiew Ukrainy. Udałam się na poszukiwanie cmentarzyka, którego niestety nie znalazłam. Mimo tego, teren starałam się spenetrować dość dokładnie. Około pół roku temu odkryłam inną wysiedloną wieś, którą okrzyknęłam bezkonkurencyjnie najpiękniejszą w Bieszczadach. Jednak teraz będąc tutaj ocena ta została bardzo mocno podważona. Ta chyba wydała mi się jeszcze piękniejsza.
12.jpg 13.jpg
Powoli opuszczając rozległe łąki, rozmyślania me przerwało dwóch panów na motorkach. "Proszę pokazać dokumenty. Czy wie pani, gdzie jest granica państwa? U kogo zatrzymała się pani na nocleg?". "U nikogo, chodzę sobie z namiotem", odpowiedziałam. Panowie tak spojrzeli na mnie, żadnego namiotu w zasadzie nie widząc. Odczułam to zdziwienie, wtem wytłumaczyłam, że plecak ukryłam w krzakach w punkcie X. Weseli panowie odpowiedzieli, że nie zdradzą mojej kryjówki nikomu. Wdając się z owymi panami w wesołą rozmowę, powiedziałam, że cieszę się, że mnie spisują, bo będzie co opowiadać w domu (a prawdę powiedziawszy, zawsze chciałam być spisana przez straż graniczną). Następnego dnia już jednak żałowałam tego faktu. Panowie odpowiedzieli, że miło by było, gdyby każdy cieszył się z tego, że go spisują. Po około 10 minutach doszedłszy do punktu X, zobaczyłam, że panowie już tam na mnie czekają. Wyczarowałam plecak i musiałam przedstawić im plan mojej dalszej wędrówki. Oni poinstruowali mnie, że w okolicy jest dużo niedźwiedzi i na rozstajach trzeba skręcić w prawo a na drugich w lewo. Potem jeszcze kilka minut siedzieliśmy i rozmawialiśmy na różne śmieszne tematy. Przecież jak najlepsze relacje ze strażnikami są podstawą sukcesu...


Odpowiedz z cytatem