a syn pisać nie umie?
a syn pisać nie umie?
"Wędrujemy zarośniętą dzikim zielskiem drogą..." W.P.
To jest tak abstrakcyjna prośba,że aż podchodzi pod prowokację.
Ja,nawet gdybym miał dużo większe doświadczenie,nie zdecydowałbym się na zabranie w góry nieznajomego nieletniego. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z tego, że w górach nikogo do niczego nie wolno zmuszać. A co jeśli w połowie drogi np. na Tarnicę mu się zachce wrócić na kwaterę,bo się zmęczy? Co wtedy? Mam z nim wrócić, bo mu się odwidziało? Nie znam chłopaka, więc piszę czysto teoretycznie, ale sam pomyśl - to według mnie jakiś absurd.
E: Co innego, gdyby syn sam napisał, zagadał do kogoś, poznał się z kimś wcześniej na szlaku albo na jakiejś imprezie i zaproponował wspólną wyprawę - wtedy spoko![]()
Ostatnio edytowane przez Marcowy ; 15-07-2012 o 13:58 Powód: przypomniało mi się ;)
Proponuję wtedy dać w dupę gówniarzowi!!
A poważnie to odpowiedzialność wielka zabrać kogoś w górki. Chodzę czasem sam, czasem z jedną, dwoma osobami mi znanymi...a czasem z grupą znajomych. I już przy grupie zaczynają się problemy...mimo że znajomi to jednak każde skręcenie nogi robi sie problemem. Dla mnie!! Bo ja jestem szefem, kierownikiem, przewodnikiem...
Gdybym miał wziąc tego młodego na łajzę po Biesach to...oczywiście po otrzymaniu zgody rodziców...wstawił bym mu w dupę ile wlezie. I nie złośliwie ale tyle ile może dać z siebie 50+. Może nabrałby szcunku do wapna?
pozdrawiam
Są organizowane liczne obozy wędrowne dla młodzieży (np. przez PTTK, ale nie tylko) gdzie jest to zorganizowane, idzie grupa młodych w podobnym wieku, a za wszystko odpowiada przewodnik.
Sama niejednokrotnie prowadziłam takie obozy, nie tylko w Bieszczadach (zarówno dla pełnoletnich jak i dla młodzieży, tak 16-17 lat) i zawsze były to ekstra wyjazdy.
Jednak nie każdy lubi taki, nawet niewielki "dryl" bo na takim obozie osoba niepełnoletnia nie może się np. napić piwa, bo to przewodnik a nie ona miałby potem problemy. Ponadto trzeba się dostosować, cała grupa chodzi razem, dostosowując tempo do najwolniejszego, nie można się odłączyć. Kosztem "wolności" jest to, że poznaje się kapitalnych ludzi i zawiera często długotrwałe przyjaźnie.
Jednak jeżeli ktoś się o swoje dziecko boi - to tego typu wyjazd jest na pewno najbezpieczniejszy.
Wszystko tez zależy od konkretnego "młodego" czy jest wystarczająco odpowiedzialny ażeby go wypuścić z domu samodzielnie. Tego nikt inny jak tylko Ty nie oceni.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)