Tak, tak, Borowe Młyny to urocze zadupie. Jak okiem sięgnąć , w promieniu kilkunastu kilometrów ciągną się lasy przecinane wijącą się rzeką Tanew.
Niektórzy docierają tu właśnie tą rzeką , za pomocą kajaków, ale to wyczyn dla tych co lubią ekstremalne działania. Na rzece jest mnóstwo powywracanych drzew, więc taki spływ wymaga sprawności w przenoszeniu kajaków.
Do Borowych młynów prowadzą też leśne dróżki i jak to leśne dróżki dostępne są tylko dla leśników.
Ale po co tu miałby ktoś przyjeżdżać ?
Czyż do tej leśniczówki o której wspominał Kusto ? :
Spotkałem tam idącego mężczyznę z małym plecaczkiem i lornetką. Uciąłem sobie krótką pogawędkę, bo mnie zdziwił jego widok.W Borowych - Młynach znajduje się leśniczówka z ładnym drewnianym plotkiem i jak dobrze pamietam jakaś antena radiowo- nadawccza obok nie
W sympatycznej rozmowie zwierzył się że jest emerytowanym leśnikiem i spaceruje sobie sam podglądając przyrodę, a gdzie go los rzuci tam nocuje.
Mnie los rzucił na wykoszone pole biwakowe przylegające do Tanwi. Wyciągnąłem kuchenkę i garczek urządzając sobie królewskie żarcie z puszki popijając zacnym złocistym płynem.
Nie ma też zdziwienia że i mnie ogarnęła potem królewska drzemka.
Co ja jadę z tą "królewszczyzną" tam i z powrotem.
To proste. Miejsce to już w dawnych wiekach ulubli sobie królowie polscy , często przybywając tu na polowania. Spędzali tu swej najlepsze chwile
Dzisiaj na ową pamiątkę stoi tu głaz z inskrypcją opisujące te zdarzenia.
.
hm.P1050725.jpg
.
Po królewskiej drzemce , obudziwszy się z nowymi siłami ruszyłem za radą kolegi Kusto
aby dotrzeć do miejsca startu czyli miał być to Susiec.dojechalismy tam droga wlasnie taką `bezdrożną`, równolegle do Tanwi, ktora gdzieś tam po lewej naszej stronie jak jechalimy na Borowe plotla po lesie...
Jadę sobie bardzo sympatyczną dróżką i wszystko by było dobrze, gdyby nie mała tabliczka umieszczona na drzewie tuż przed celem etapu. Tabliczka wskazywała kierunek jakiegoś szlaku geo-turystycznego ? lub coś takiego.
Co to za diabeł ? - pomyślałem i znów zmieniłem plan skręcając w stronę Tanwi.
Najpierw przyjemna leśna dróżka
.
hm.P1050727.jpg
.
a potem się zaczęło się ... piaski, ...kamienie a w końcu drewniane pomosty z dziurami w podłodze
Gdzie ja się władowałem ?\
.
hm.P1050728.jpg
.
Przemęczyłem to wszystko, rower prowadząc częściej niż on mnie niósł, aż wreszcie ku mojemu zdziwieniu wylądowałem w jednym z najbardziej znanym na Roztoczu miejscu czy szumach na Tanwi w Rebizantach. Tu już było sporo ludzi , poczułem się jak współczesny turysta i udałem się do miejscowego sklepiku "U Gargamela" aby zapoznać się z ofertą regionalnych produktów.
Dzień niestety chylił się ku zachodowi i znowu trzeba było podjąć kolejną decyzję : dokąd teraz ?
Jadę do Suścia, tam zrobię porządne zaopatrzenie na kolację i śniadanie.


Odpowiedz z cytatem