Skąd wiedziałeś ?
Tego dnia już od rana chodziły mi po głowie Nowiny Horynieckie , (ale nie z piękną cerkiewką) a tylko z urokliwą kaplicą zagubioną w tamtejszych lasach. Wiedziałem bowiem że w każdą niedzielę przyjeżdżają tam bernardyni aby w południe odprawić mszę. Chciałem po prostu na niej być.
Łatwiej coś zaplanować trudniej zrobić. Bagniska przy źródłach Tanwi mocno mnie spowolniły i wycisnęły potu przy pchaniu roweru. Potem udało się nadgonić jadąc nową, unijno-leśną drogą z nikąd do nikąd.
Gdy asfalt się skończył miałem zamiar w Polankach skręcić w najkrótszą wersję , ale .....
zobaczyłem piaszczystą dróżkę pnącą się łagodnie do góry zalaną obfitymi kałużami
.
hm.P1050772.jpg
.
Jeśli ktoś nie jechał takimś czymś, to powinien koniecznie spróbować. W piasku koła roweru grzęzną, a kałuże szersze od drogi nie pozwalają przepchać roweru.
Cóż, znowu musiałem zmienić plan i pojechałem na Stare Brusno, a będąc tam już obowiązkowo trzeba odwiedzić ten jedyny taki cmentarz niepowtarzalny.
Kto był , to wie o czym piszę, kto nie był ten tego nie zrozumie.
Informacja nowa, w dolnej (najstarszej) części cmentarza trwają prace przywracające blask. Wygląda to imponująco
.
hm.P1050783.jpg
.
Stare Brusno już miałem okazję odwiedzić kilka krotnie i wydawało mi się że stamtąd do Nowinek trafię bez problemu. Nie patrząc nawet na mapę na pewniaka skręciłem na wschód podążając pod górę.
Letnie słoneczko przygrzewało, więc zdjąłem koszule, aby przy okazji trochę się opalić. Gdy się o tym dowiedziały miejscowe bąki przyleciały całym stadem pogratulować mi pomysłu.
Szybko skoczyło się opalanie , a ja zajęty odganianiem się od natrętów nie wiedzieć jak wpadłem w dziurę.
Dosłownie , droga się skończyła a ja stałem na brzegu olbrzymiej dziury w ziemi pełnej kamieni
.
hm.P1050784.jpg
.
Oh! chyba nie tu miałem zajechać. Przepchałem rower na drugą stronę dziury i o dziwo znalazłem zagubioną drogę. Teraz już mogłem pomknąć prosto do Nowin Horynieckich.
No nie dokładnie prosto, bo najpierw trzeba było skręcić na drogę z płytami, a potem tuż przed pierwszymi zabudowaniami Niwki wyciąć skrót.
Gdy zobaczyłem pierwsze zabudowania z dziwnymi wielgachnymi antenami otoczone zgrabnie zasiekami i wieżyczkami wyciąłem skrót.
Leśna droga prowadziła wciąż w dół i w dół , jechałem lekko łatwo i przyjemnie , do momentu gdy w pewnym momencie droga się rozmyła a przede mną piętrzył się zarąbisty jar ze zboczami na które bieszczadzki turysta miałby problem się wdrapać.
Krótka konsultacja z mapą i nowym gadżetem czyli kompasem i już wiem że nie jestem tam gdzie powinienem.
- Jasny gwint - zakląłem szpetnie i zacząłem pchać rower na powrót.
Gdy już go wypchałem z powrotem nie bez obaw zbliżyłem się do tych dziwnych zabudowań które wprowadziły mnie w błąd. Okazało się , że bezpodstawnie. Umundurowany pan przy bramie wyjaśnił że są to tajne obiekty wojskowe i nie mam ich co szukać na mapie, a drogę do Nowin to znajdę kilometr dalej.
Udałem się za jego radą i rzeczywiście po minięciu ruin pegieeru w Niwkach trafiłem na piękną , wręcz lśniącą asfaltówkę prosto do dzisiejszego celu czyli do Nowin Horynieckich.
Na mszę trochę się spóźniłem, ale widocznie tak już Opatrzność zapisała, że ta dzisiejsza droga będzie mocno wymagająca.
Na koniec jeszcze mapka z całą traską.
.
traska3.JPG
.
Dwa dni wędrówki rowerowej to ok 70 km łatwiejszej części + drugi dzień 50 km tej bardziej męczącej



Odpowiedz z cytatem