Od barku Gargamela pomknąłem wzdłuż Tanwi wpisując się w jakąś ścieżkę turystyczną opisaną znakami. Dzięki takim podestom można było przekraczać rozlewiska rzeki
.

.
ale już na drugim brzegu spotkałem kolejne ułatwienia, albo jechać po piasku, albo po wielgachnych kamulcach
Najczęściej wybierałem opcję uśrednioną, czyli ja szedłem po kamieniach a rower pchałem po piaskowej nawierzchni
.

.
Gdy ścieżka zagłębiała się w parów potoku, czyniłem to razem z nią
.

.
Sprowadzić rower po niej było trudno, ale trudniej było wydostać się z takiego parowu na przeciwległy grzbiet
Spotkana para turystów pieszych z politowaniem patrzyła na moje dokonania.
Trudno.
W nagrodę dostałem równą i płaską leśną dróżkę po której jechało by sie wspaniale gdyby nie ..... piasek
Kto pokonywał takie odcinki, to wie o czym piszę, a jak nie miał okazji to dowie się zagłębiając koła roweru w tą nawierzchnię
.
Były też momenty gdzie można było zejść z roweru, wyciągnąc płyny i podziwiać spadającą wodę na potoku Jeleń
.

.