Pokaż wyniki od 1 do 10 z 81

Wątek: Bieszczady Lato 2012 - w 38 godzin timelapse

Mieszany widok

  1. #1
    Awatar krystian_k
    Na forum od
    07.2012
    Rodem z
    Horyniec - Zdrój
    Postów
    12

    Domyślnie Odp: Bieszczady Lato 2012 - w 38 godzin timelapse

    Dziękujemy wszystkim za tyle ciepłych słów. Cieszymy się że film się podoba a niektórych nawet zachwyca :) Cel jak widać w pewnej mierze został osiągnięty...
    Co do samej wyprawy to jak pisze Maciejka - która zaciekawiona dowiedziała się kilku rzeczy - wyprawa nie była już taka 'kolorowa' jak ta letnia. Owszem mieliśmy czas na wypoczynek - Chata Wędrowca zapewniła nam dach nad głową a nawet nakarmiła.
    Wszystko rozpoczęło się na lotnisku w Rzeszowie - gdzie odebrałem Marcina prosto z samolotu i pędem udaliśmy się w Bieszczady. Przyjechaliśmy dosyć późno w sam raz na spoczynek. Rano padało, było pochmurno, mgliście więc podarowaliśmy sobie wspinanie się po szczytach i postanowiliśmy pojechać na Jeziorka Duszatyńskie. Nawierzchnia była mokra, ubłocona, a my mocno zajęci konwersacją. W Smolniku wylądowaliśmy w rowie, zakręt 90 stopni wyskoczył niespodziewanie, niska prędkość (50hm/h), ABS ani próby 'driftu' nie pomogły... poślizgiem prosto w rów. Załamka totalna - jeszcze ani jednego zdjęcia a tu 'koniec' wyprawy. Kląłem na czym świat stoi. Szybko jednak załatwiłem ciągnik i po 20 minutach przy pomocy okolicznych mieszkańców samochód był na drodze. Popękany zderzak i cały w błocie - ale po ruszeniu jechał prosto więc udaliśmy się w dalszą podróż zostawiając traktorzyście małe co nieco na chłodny jesienny wieczór Przy okazji dowiedzieliśmy się że 30 minut przed nami w taki sam sposób lądował inny samochód w tym samym rowie - ale terenówka więc sam wyjechał. Po przyjechaniu na miejsce i wypakowywaniu się poczuliśmy smród plastiku w okolicy bagażnika, obwąchaliśmy cały samochód ale po chwili przeszło, no cóż - pewnie coś się jednak stało pomyślałem i niechętnie odeszliśmy od samochodu w obawie że jak wrócimy będą same zgliszcza Przy jeziorkach znalazłem przyczynę smrodu. Jako ze mam szynę już elektryczną do przesuwania aparatu noszę ze sobą akumulator a wsadzając go do plecaka nie zabezpieczyłem styków i na wierzch rzuciłem metalowy termos. Akumulator nowy więc bez problemu wypalił dwie dziury w termosie i zaczął wypalać jakąś wewnętrzną izolację. Na szczęście nie doszło do niczego poważnego. Zdjęcia nad jeziorkami były udane.
    Pogoda przez kolejne dni nie była rewelacyjna. Wstawaliśmy o 4 rano patrząc na niebo czy są gwiazdy - dwa razy były więc szybko zerwaliśmy się aby być na szczycie przed wschodem. Pierwszego takiego dnia niestety podczas wsiadania do samochodu już padał deszcz - ale pomyśleliśmy że to tylko mżawka i do tego przelotna. Po drodze na parking pod Rawkami (bo taki był plan wyjścia - Rawki) zatrzymała nas Straż Graniczna - przetrzymali nas dłużej i zapowiedzieli że nie mamy co liczyć na słońce o wschodzie - pewnie racja pomyślałem bo już dobrze padało. No ale pojechaliśmy. Niezłomni przyodzialiśmy cały ekwipunek na plecy, ale deszcz nie przestawał padać, ja pierwszy zrzuciłem wszystko i schowałem się do samochodu - Marcin jako ten bardziej napalony na wszystko stał jeszcze kilkanaście minut marudząc że trzeba iść, w końcu dał za wygraną i do 8 godziny drzemaliśmy w samochodzie. Wyszło nam to na dobre ponieważ nie mielibyśmy tych pięknych 'szperaczy' z nieba. Zaraz jak wystartowaliśmy całe zjawisko zaczęło się na naszych oczach i trwało dosłownie do zakończenia kręcenia ujęcia. Przy okazji podjechali do nas panowie ze Straży Granicznej - tym razem widząc 'szperacze' i to że je filmujemy mieli już kciuki w górę i szerokie uśmiechy. Na szczycie spędziliśmy jeszcze około godzinę czekając żeby cokolwiek było widać, ale w końcu chmury się poszarpały i kilka ciekawych ujęć udało się zrobić.
    Na wschód słońca udało nam się w końcu wejść na Wetlińską. Jako że nie mamy zbytnio kondycji - a sprzęt ważył ponad 10kg (sam foto) to sapaliśmy po nocy jak piżmaki(jeśli one w ogóle sapią. No ale wschód był piękny i warto było znowu wstać o 4 rano.
    Pierwszy raz byliśmy w Krywem - i całe szczęście że po zaparkowaniu samochodu w pewnym miejscu i ruszeniu zapomniałem statywu, przeszliśmy kilkaset metrów w górę i widać było że dalej jest dobra droga więc po cofnięciu się do samochodu postanowiłem że podjedziemy jeszcze kawałek (mapa ani znaki nie wskazywały dokąd można bezpiecznie zajechać nie otrzymując mandatu od straży leśnej). I całe szczęście że zapomniałem tego statywu bo okazało się że do celu było jakieś 2km i stracilibyśmy dużo czasu i energii a pogoda tego dnia była wyśmienita dlatego zrobiliśmy tylko dwa ujęcia i szybko uciekliśmy w nowe lokacje.
    Niestety nie udało się nam nagrać ładnego zachodu słońca (byliśmy od niedzieli do czwartku rano - Marcin miał wylot o 10) dlatego zaraz w sobotę pojechałem w Bieszczady jeszcze raz ze szwagrem. Spaliśmy w Chatce na Wetlińskiej - ja na stole w jadalni on na płytkach. Warunki niezłe - wiało szparami tak mocno że pewnie lepiej byłoby się gdzieś za skałą przespać. No ale to w końcu najbardziej spartańskie schronisko w Polsce więc nie można narzekać. Czekolada z rumem i ciepłe śpiwory jakoś dały nam przetrwać noc. W niedzielę udaliśmy się nad Sine Wiry (szwagier ma manię kultów pogańskich i dopatrywał się tam miejsca mocy dla pogan). W ostrym świetle ciężko było mi znaleźć dogodną pozycję do kręcenia i chcąc sprawdzić kamloty na środku rzeki a nie chcąc wpaść ze sprzętem do wody sam do niej wlazłem brodząc po kolona w lodowatej już wodzie. Ostatecznie wyszło na to że kręciłem z brzegu i wcale nie musiałem moczyć butów. No ale czego to się nie robi dla filmu Buty na zmianę miałem w samochodzie więc za 30 minut byłem już suchy. Wieczorem siedzieliśmy 2.5 godziny pod Tarnicą robiąc ujęcie z gwiazdami - wymęczyło mnie to strasznie - ostatnie 30km drogi powrotnej do domu w ogóle nie pamiętałem - dobrze że było już po północy i nikogo na drodze
    No i pewnie z grubsza tak wyglądałaby nasza wyprawa ;od kuchni; - potem przez miesiąc 'bawiliśmy' się na komputerach w obróbkę materiału - zrobiliśmy w sumie ponad 24000 zdjęć - ale nie wszystkie ujęcia pojawiły się w filmie - nie wiedząc co zastaniemy następnego dnia filmowaliśmy dużo aby w razie czego było z czego zrobić film :) Marcin spędził dodatkowy tydzień nad muzyką aby wszystko prezentowało się tak jak macie okazję to widzieć.

    Pozdrawiamy wszystkich - również tych spotkanych na szlaku - bo okazało się że bardzo dużo osób widziało nasz film z Lata, mamy nadzieję że po Jesieni każdy napotkany zakochany w Bieszczadach będzie wiedział kim jesteśmy :P Oczywiście polecamy nasz profil na facebooku www.facebook.com/bieszczadytimelapse gdzie można być na bieżąco z nami i naszymi produkcjami.

  2. #2

    Domyślnie Odp: Bieszczady Lato 2012 - w 38 godzin timelapse

    Dla mnie tam jest wszystkiego za dużo, za szybko i zbyt jaskrawo - przekombinowane. Odbieram to jak by autor/autoray chcieli powiedzieć za dużo w tak krótkim czasie, stąd ten pośpiech i per saldo kompletnie niezrozumiały język obrazu.
    Trochę to przypomina gminne gazetki sprzed jakichś 15 lat. Miał gość "w komputerze" 25 krojów czcionek, to je wszystkie musiał wsadzić na każdą stronę.
    Jasne, że można, ale... po co? Co to ma odbiorcy "zrobić"?
    Po kiego grzyba dzielić ekran na kawałki?
    Jeśli chmury lecą raz z lewej na prawą, a natychmiast potem z prawej na lewą, to... co to ma powiedzieć?
    Że się operator odwrócił? No i co z tego? Kogo, poza nim samym to obchodzi i z jakiego powodu?
    To jest dokładnie tak samo jak z dzisiejszą książką podróżniczą: mało ważne gdzie byli i czego się dowiedzieli o tambylcach i ich kulturze, ale istotne, co jedli i czy im smakowało. Kompletne naśladownictwo folderków reklamowych!
    I kompletne zaprzeczenie książki fiedlerowskiej.

    Język dźwięku jest zupełnie od innej bajki i wręcz razi.
    Mam świadomość brutalności opinii, ale... nie wystarczy raz obejrzeć jeden film Barabasza, by robić i publikować... swój.

    A poza tym...
    Mnie by szkoda było tyle czasu kwitnąć w jednym miejscu, by porobić te wszystkie fotki - ponoć 24 000. I wszystko to po to, by trochę pomigać nam po ekranie...?
    Góry są naprawdę za piękne, by łazić po nich dla... poklasku innych.
    Ostatnio edytowane przez Zygmunt Skibicki ; 04-12-2012 o 09:58

  3. #3
    Fotografik Roku 2010
    Fotografik Roku 2009
    Fotografik Roku 2008

    Awatar bartolomeo
    Na forum od
    07.2005
    Postów
    4,314

    Domyślnie Odp: Bieszczady Lato 2012 - w 38 godzin timelapse

    Cytat Zamieszczone przez Zygmunt Skibicki Zobacz posta
    Mnie by szkoda było tyle czasu kwitnąć w jednym miejscu, by porobić te wszystkie fotki - ponoć 24 000. I wszystko to po to, by trochę pomigać nam po ekranie...?
    Góry są naprawdę za piękne, by łazić po nich dla... poklasku innych.
    A skąd wiesz, że dla poklasku? Bo innym ludziom pokazują? Wielu ludzi pokazuje tu swoje zdjęcia, relacje, wiersze, niektórzy piszą opowiadania i wydają książki. To wszystko też dla poklasku? Może samo robienie filmów sprawia autorom tak wielką radość i przyjemność, że są gotowi wstawać przed świtem, męczyć się ze sprzętem, montować potem film godzinami a nawet komponować do tego muzykę. Rozumiem, że całość może się podobać lub nie, to kwesta gustu i indywidualnych zapatrywań i każdy ma prawo do własnego zdania, ale negowanie samego przedsięwzięcia bo "ja bym więcej połaził" jest - IMHO - bez sensu.
    Czterech panów B.

  4. #4
    Awatar krystian_k
    Na forum od
    07.2012
    Rodem z
    Horyniec - Zdrój
    Postów
    12

    Domyślnie Odp: Bieszczady Lato 2012 - w 38 godzin timelapse

    Spoko Zygmunt - ja nie każę nikomu zachwycać się naszym filmem - nie podoba się - ok dzięki za uwagi, na pewno nie przestaniemy naszej pracy przez jedną niezadowoloną osobę.
    Nie robimy tego jednak dla 'poklasku' - jedni chodzą bo lubią widoki, inni robią zdjęcia, inni jadą z dziewczyną, my jedziemy ze sprzętem i sprawia nam to taką samą radość jak dla innego wypicie wina na Wetlińskiej i zaśpiewanie do gitary. Bieszczady są dla wszystkich - my pokazujemy je na swój sposób :D Na szczęście dużej ilości ludzi jesteśmy małą odskocznią od rzeczywistości i serwujemy im wirtualną wycieczkę z nami. Dla nas to hobby i zamiłowanie... i nikogo nie zmuszamy do oglądania, nie oczekujemy też laurów - sławy i wiecznej chwały, jesteśmy amatorami i się do tego przyznajemy :D

  5. #5

    Domyślnie Odp: Bieszczady Lato 2012 - w 38 godzin timelapse

    Wymieniliśmy poglądy i... tyle.
    Nikogo nie zamierzałem i nadal nie zamierzam odwodzić od jego pasji.
    Filmy o górach to arcy trudna dziedzina, ale to wcale nie powód, by się tym nie zajmować.
    Przepraszam za ten poklask - niezręcznie to ująłem, wybaczcie.

  6. #6
    Bieszczadnik Awatar meg
    Na forum od
    05.2011
    Rodem z
    Rzeszów, Poland
    Postów
    125

    Domyślnie Odp: Bieszczady Lato 2012 - w 38 godzin timelapse

    popracujcie trochę nad samymi ujęciami to może i Zygmunt potem pochwali z dzielenia kadru na pół też bym zrezygnowała

  7. #7
    Awatar krystian_k
    Na forum od
    07.2012
    Rodem z
    Horyniec - Zdrój
    Postów
    12

    Domyślnie Odp: Bieszczady Lato 2012 - w 38 godzin timelapse

    Z dzielenia kadrów zrezygnujemy - taki mały eksperyment który jednak nie wypalił i zgadzamy się z Wami - to nie był najlepszy pomysł :)

  8. #8
    Bieszczadnik Awatar maciejka
    Na forum od
    07.2009
    Postów
    1,867

    Domyślnie Odp: Bieszczady Lato 2012 - w 38 godzin timelapse

    Cytat Zamieszczone przez krystian_k Zobacz posta
    Co do samej wyprawy (...)
    Wielkie dzięki za relację, emocje, wrażenia z wyprawy!:-)

    Znajdziecie krytykę twórczą, która coś wniesie na przyszłość, a także kompletne niezrozumienie pomysłu i do tego trzeba mieć dystans oraz tolerancję.

    Jeszcze dorzucę swoje trzy grosze, jak to postrzegam.
    Użyłam określenia, że ten film jest urozmaiceniem na forum, według mnie on jest znakomitym uzupełnieniem różnych opowieści o Bieszczadach.
    Można, na przykład, łazić kilka dni i wspominać parę miesięcy (hi hi to moja dyscyplina), można filmować 38 godzin i pokazać to w 6 minutowym filmie. Główny zarzut, który się pojawia to, że wszystko dzieje się za szybko...
    Przepraszam, że taką oczywistość piszę, ale to mnie fascynuje w moim prostym odbiorze rzeczywistości.
    „Film poklatkowy” daje nam możliwość zauważenia tego, czego nie rejestrują nasze zmysły. Pewne zjawiska dzieją się zbyt wolno dla naszej percepcji. To tak jakbyśmy obserwowali wzrost fasoli od nasienia (celowo daję przykład szybko rosnącej rośliny, a nie choćby drzewa!). Przez kilka dni jesteśmy wstanie zaobserwować kolejne fazy wzrostu rośliny. Można powiedzieć, że fasola rośnie „na naszych oczach”. A jednak jest to bardzo złudne, możemy złapać tylko pewne etapy, różnice, które uchwyci nasz wzrok. Choćbyśmy się gapili w dzień i w nocy nie zauważymy wszystkich zmian, które zachodzą w rozwoju rośliny. Dopiero wspomagając się sprzętem, soczewką rejestrującą obraz co parę minut, a potem puszczając zdjęcia w przyśpieszonym tempie, możemy zobaczyć, co naprawdę działo się przez ten czas. Widzimy niemal każdy milimetr wzrostu rośliny, widzimy również jej taneczne ruchy (tzw. ruchy nutacyjne) – nie do uchwycenia naszymi zmysłami.
    To samo chłopaki zrobili z Bieszczadami. Można czasem zaczaić się na wschód lub zachód, ale i tak nie jesteśmy w stanie uchwycić stałego ruchu Ziemi (wschody, zachody, „migające i spadające” gwiazdy), czy na przykład pływające liście po Jeziorkach Duszatyńskich. Dla mnie takie ujęcia, jak w tym filmie to jest fenomen. I jednocześnie multiwitamina, bo mogę sobie w tabletce zobaczyć, to czego nie ma w moich bieszczadzkich wędrówkach. Nawet jak czasem zwolnię, a czasem sobie przysiądę, to też tego nie zobaczę! Zgodzę się też, że jest to reklamówka Bieszczadów (użytkownik Skibicki nazywa to „folderkami reklamowymi”). I owszem, bo jest wiele pięknych ujęć najbardziej znanych miejsc, pokazanych w dużym skrócie. To też plus. Przyznam, że nie dzierżę na You Tube filmów dłuższych niż 10 min. Nudzę się przy fotkach puszczanych co minuta (hm, a może nawet krócej;-)...Drażnią mnie efekty dodatkowe czyli stopniowe wchodzenie i wychodzenie zdjęcia, oraz jego przemiany techniczne w trakcie oglądania. Na pokazach prywatnych wymiękam przy (nawet rewelacyjnej) dwusetnej fotce z wyjazdu...Ale to już całkiem prywatne odczucia, choć i te zmieniają się względem okoliczności;-)

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Zimowe Bieszczady 2012- mój pierwszy pokaz.
    Przez PaweleS w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 4
    Ostatni post / autor: 27-07-2012, 17:21
  2. Bieszczady Lato 2007
    Przez arizona w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 29-11-2007, 15:23
  3. 10 godzin...
    Przez WojtekR w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 18-09-2006, 14:38
  4. 36 godzin w Bieszczadzie...
    Przez bertrand236 w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 9
    Ostatni post / autor: 05-10-2005, 21:45
  5. 13 godzin w Bieszczadzie.
    Przez bertrand236 w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 22
    Ostatni post / autor: 05-09-2005, 12:29

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •