Hi,hi dawno się tak nie uśmiałam.
Naturalnie, chodziło mi o wirtualne kosztowanie twórczości.
Jeszcze słowo do autorów filmu.
Imponuje mi Wasza pasja, podziwiam konsekwencję w dążeniu do celu, wytrwałość w pokonywaniu trudów i niewygód, poświęcenie swojego czasu - raduje mnie, że motywacją stały się cztery pory roku w Bieszczadach. Nie ukrywam, że najbardziej ciekawią mnie kulisy osiągnięcia końcowego efektu, stąd oczekiwanie na relację. Już zaczęłam coś szperać i odkryłam, jak mylne było moje wrażenie z filmu:
Doszły mnie słuchy, że aura była kapryśna, dokuczała mgła, a kolory nie jawiły się w pełnej krasie.I widzę, że znów dopisało Wam sporo szczęścia (...) pogoda i kolorki znakomite.
No cóż, bez tej mgły nie byłoby prawdziwej bieszczadzkiej jesieni, a i tak kolorów w końcowej odsłonie mogą pozazdrościć kanadyjskie lasyI to wszystko, co działo się na niebie i ziemi też super!
Będę kibicowała zimowej wyprawie - na pewno (naj) trudniejszej organizacyjnie, technicznie, kondycyjnie. Ale tej właśnie najbardziej zazdroszczę. Z jej niespodziankami (hm, przymarzać może wszystko nawet buty do podłogi;-), pięknem i magią.
Ps. Nie potrzebujecie kogoś do noszenia sprzętu? Umiem ugotować herbatę i dogaduję się z wilkami.




Odpowiedz z cytatem