Koń jest jakby uciekł z pomnika.
Koń jest jakby uciekł z pomnika.
Nasz namiocik o świcie. Na ostatnim planie, pośrodku dwuwierzchołkowa Sywula.
Na Połoninie Płoskiej wypas, jak za dawnych czasów, większość stai jest wykorzystywana. Na ostatnim planie czarnohorski Pietros.
Wyruszamy w drogę.
Odnowione ogrodzenie. Nie wiem, co ono oddziela, stojąc na środku połoniny. Być może dwa różne stada.
Pożegnanie z Płoską.
Następny przystanek na Połoninie Dołha. Widoki 360 stopni dookoła, albo więcej.
A widać m.in: 1. Chomiak im Syniak, 2. Howerlę i Pietrosa, 3. Świdowiec z Bliźnicą i Stohem, 4. Sywulę i okolice. I kilkadziesiąt innych górek i dolin. Widać także wielopiętrową zabudowę ośrodka narciarskiego Bukowel oraz poranione wyciągami stoki górskie. Zdjęć nie będzie.
1.F64_6154.JPG 2.F64_6130.JPG 3.F64_6157.JPG 4.F64_6150.JPG
Gdzie się nie obrócić, to woda w tych Gorganach!A wracając do relacji to chyba jeszcze nie koniec, prawda? Jakieś przejścia na przejściu były zapowiadane i nic...
Czterech panów B.
Przejścia na przejściu zostały skromnie opisane dwa piętra wyżej, pod panoramą ze wzgórza zamkowego w Haliczu. Opisanie jest krótkie, zdarzenie było nieco dłuższe
A z tą wodą na przeł Perenys, to było tak. Po wodę na ochotnika poszedł Janusz. Miał iść do najbliższego strumyczka. Gdyby nie było, to większego strumyczka. Jeśli nie, to dalej jest Turbat, potem ew. Tereszwa, Cisa, itd. W ostateczności nabierze wody z Morza Czarnego:)
Ostatnio edytowane przez Wojtek Pysz ; 15-08-2012 o 19:17 Powód: dopisek o wodzie
No tak, jakoś mi umknęło między zdjęciami![]()
Czterech panów B.
Wróciłem, doszedłem do siebie, przemyślałem pewne sprawy i uznałem, że powinienem się odnieść przynajmniej do niektórych zapisków Pana Wojtka.
Tytuł mi się nie podoba – taki beznamiętny i kartograficzny – z mojego punktu widzenia powinien brzmieć: „ Kto pełza, a kto hasa po gorgańskich… /w tym miejscu jakiś częstochowski rym i będzie dobrze/”. Czytelnicy forumowych wątków z czynnym udziałem Pana Wojtka łatwo przypiszą role uczestnikom gorgańskiego obchodu.
Start nie wyglądał tak słodko i bezproblemowo, jak to autor opisał, zanim go znalazłem, rozgarniając rękami i nogami jarosławską mgłę, chwilę trwało.
Na przejściu granicznym kierowca przekroczył linię bezwzględnego zatrzymania nie, jak podał, o 176 cm, a o, wg moich zapisków, 183,5 cm. Zasadniczy pogranicznik był skłonny uszczuplić nasze zasoby finansowe o kwotę 200 zł, która okazała się później całościowym kosztem wyjazdu. Jaki argument skłonił go do rezygnacji z zaspokojenia roszczeń skarbu państwa, taktownie przemilczę.
Później Lwów my zwiedzili, stadion w polach widzieli, Nadwórną gps-em zmierzyli i za marszrutkami /co rusz nas jakaś wyprzedzała/ do Rafajłowej pojechali.
Duch sprawczy wyjazdu niewiele o kulinariach wspominał, godzi się więc rozwiać zasadne zapewne domysły, i o wypiciu piwa w obrębie baru dobrze wyposażonegoR2.jpg, przed wyjściem w góry napomknąć.
W miejscu, gdzie zostawiliśmy samochód, odbyła się krótka pogawędka z siostrą właściciela obejścia, która zadała zasadne pytania – skąd jesteśmy, gdzie i na jak długo idziemy i właściwie po co. Uspokoiła nas też stwierdzeniem, że teraz niedźwiedzie jedzą konie, więc będziemy bezpieczni. Jesienią jest gorzej – niedźwiedzie są głodne, a koni nie ma…
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)
Zakładki