Źródło na przełęczy Legionów nie wzbudza zaufania. Jest do dołek wygrzebany w gruncie i obłożony kamieniami. Sączy się do niego woda z trawiastego zbocza. Na powierzchni pływają owady, które wpadły tu chyba przez przypadek. W wodzie pływa mnóstwo małych stworzonek, chyba zadomowionych. Rankiem następnego dnia obudziły nas biegające i baraszkujące konie. Wodę piliśmy tutaj tylko przegotowaną, gotowaliśmy też wodę do butelek na drogę.
F64_6016.JPG IMG_6820.JPG IMG_6828.JPG
Kolejnym kamieniem milowym na trasie była góra Pantyr. Pod szczytem znajduje się słupek graniczny o numerze 1, z godłami Polski i Czechosłowacji. W Gorganach są dwa słupki numer 1 – następny, ze zniszczonym orłem jest na Popadii. Poniżej słupka zniszczony bunkier i piękna polana z obszernym widokiem w kierunku północnym, z szansą na znalezienie wody i dobrego miejsca pod namiot. Dla nas, niestety, był to początek dnia wędrówki, więc nie mogliśmy skorzystać.
F64_6035.JPG IMG_6850.JPG F64_6049.JPG
Zapasy wody zostały uzupełnione miedzy słupkiem 52 a 52. Na mapie jest tam zaznaczone źródło. W rzeczywistości kilkadziesiąt metrów (w poziomie) od grzbietu, po jego północnej stronie, płynie równolegle! do grzbietu strumyczek, w którym jest kilka głębszych miejsc, gdzie można nabrać wody. Jest zimna i czysta. Źródełko przy trawersie Durnej znajduje się mniej-więcej w miejscu oznaczonym na mapie, trzeba go wypatrywać kilkadziesiąt metrów poniżej ścieżki. Jest to początek małego potoku, nieoznaczonego na mapie. Gropa i Wielka Bratkowska są bezwodne. Za to pod Gropą dostaliśmy porcje wody z góry, z bonusem w postaci zimnego wiatru oraz efektów świetlno-dźwiękowych. A na Wielkiej Bratkowskiej znów wróciło słońce i ciepło.
F64_6087.JPG IMG_6894.JPG IMG_6904.JPG
Tego dnia doszliśmy do Małej Bratkowskiej. Jedyne płaskie i niezarośnięte miejsce pod namiot znaleźliśmy … na szczycie, no może trzy metry obok (ostatnie zdjęcie powyżej). Pierogowy pisze w swojej stopce: "Najlepsze miejsce na namiot jest zawsze troszkę dalej...". Sprawdzałem, nie było. Omówiliśmy jeszcze sprawę bezpieczeństwa energetycznego. Końcowy wniosek był następujący: ludzie myślą, że wiedzą, gdzie piorun uderzy a gdzie nie uderzy i chowają się tam, gdzie myślą, że nie uderzy. I potem są zdziwieni, że piorun nie zastosował się do ludzkich reguł. Rozbicie się na szczycie było pewną próbą przechytrzenia pioruna – na pewno nie spodziewa się, że jacyś bezmyślni ludzie tu się schronili i nie będzie nas szukał. Nasz namiot stał miedzy dwoma słupkami granicznymi. Tuż obok był ten szczytowy, kilkanaście metrów dalej był – nie wiadomo po co – drugi. Przy tym drugim Janusz ustawił swoje kije, by służyły za piorunochron.


Odpowiedz z cytatem