Siwego konia ustrzelił Janusz. W ogóle, wszystkie lepsze zdjęcia, to jego robota. On ma bardzo dobry aparat:)

Po przejściu ścieżką ze wstążeczkami, dalsza trasa prowadziła już grzbietem. Dzisiejszym celem była Płoska. W połowie drogi trochę nas zlało. Po południu spotkaliśmy kilkunastoosobową grupę młodzieży ukraińskiej, z dużymi plecakami, pełnym ekwipunkiem i w przeważnie w tenisówkach. Podziwialiśmy ich sprawność, bo nam się nogi ślizgały pomimo butów na ostrym wibramie. Zamieniliśmy kilka słów. Szli z Płoski w kierunku Steryszory. Odtąd idziemy komfortowo po ich śladach (tyle, że w przeciwnym kierunku), wiedząc, że dojdziemy na Płoską. Wypatrujemy tylko ścieżeczki w prawo, którą będzie się dało dojść w pobliże planowanego miejsca biwaku koło słupka 26. Niestety, ścieżki żadnej nie ma a ślady grupy prowadzą niebezpiecznie na północ i w dół. W pewnym momencie orientujemy się, że przyszli tutaj z Rafajłowej, omijając szczyt Płoskiej niskim trawersem. Czyli my, niestety, po mokrych trawach do góry. Połonina Płoska jest chyba najobszerniejszą połoniną, jaką widzieliśmy. I na tej ogromnej przestrzeni równe i płaskie miejsce pod namiot można zobaczyć tylko … na drodze:) Poniżej słupka 26, po pn. stronie widać jakąś opuszczoną staję. Schodzimy do niej. Niestety, jest już zrujnowana i nie nadaje się do spania. Znajdujemy w pobliżu mniej stromy kawałek polany. Zasada Pierogowego, że "najlepsze miejsce na namiot jest zawsze troszkę dalej..." też się tutaj nie sprawdza. W namiocie ułożymy się nogami w dół. W tle Dobuszanka, Siniak i Chomiak.


Poniżej Płoskiej, w kierunku pn-wsch. od szczytu, jest wydajne źródło z korytem. Na mapie zaznaczone dobrze. Dochodzi się do niego w błocie po kostki. Schodzą się tu setki ścieżek wydeptanych przez zwierzęta, przybywające ze wszystkich stron do wodopoju. Woda jest zimna i czysta, można nie nabierać z koryta, lecz wprost z rynienki.


I na zakończenie dnia jakaś drobna kolacja.