Kolejnego dnia malowniczymi serpentynami schodzimy w strone wsi Potik i Lenina.
W Ławrowie ogladamy monastyr a ze akurat leje spedzamy troche czasu w sklepie nad jadłem i napitkiem. Czesc sklepu to jakby bar, stoliki i przefajny piec. sprzedawczyni robi nam herbate i kawe.
Od Ławrowa suniemy asfaltem w strone wsi Tersziw. Wkraczamy jakby w inny swiat- szybszy, glosniejszy, jakby bardziej anonimowy. Na nocleg rozkladamy sie nad rzeczka.
Miejsce, ktore wybralismy sobie na nocleg jest chyba najpopularniejszym miejscem wokolicy do wszelakiego uzytku. Przyjezdzaja dwie rodzinki z dziecmi. Momentami mam wrazenie ze dzieci kompletnie nie interesuje ani piłka ani strumyk a najlepsza zabawa jest naciskanie klaksonu i trzaskanie drzwiami auta. Wieczorem wogole jedna dziewczynka nie wychodzi z samochodu podczas pikniku.
Rano pojawia sie mloda para na plenerze slubnym wraz z kilkunastoosobowa grupa obstawy z aparatami i kamerami.
Przybywa tez babka aby umyc samochód i zaloga gruzawika , ktora wyglada jakby kradla z pola dynie.
Kawalek dalej w strone wsi Tersziw stoja ruiny ogromnego budynku, jakby hotelu. Kurcze! Jaka szkoda ze tu nie przyszlismy nocowac! Obiekt jest czteropoziomowy, w srodku sciany czesciowo wykladane drewnem, kafelkowane lazienki, czesc wyglada na niedokonczona.
Obecnie parter zasiedlaja sporadycznie krowy a na wyzszych pietrach bytuje lokalna mlodziez. Ze sciennych napisow mozna sporo wywnioskowac o perypetiach milosnych oraz lokalnych antagonizmach, zarowno osobistych jak i druzynowych czy powiatowych. Widac slady ognisk i biesiad, pobudowane ławeczki, stoliki. O dziwo malo smieci.
Nad potok zajezdzaja dwa wozy mocno umazane gnojowka i miejscowi zaczynaja je myć... Eeeeeeee... a ja w tym potoku godzine temu umylam menazke...
![]()



Odpowiedz z cytatem