No to korzystając z chwili wolnej może w końcu podzielę się większymi szczegółami tego wyjazdu. Może się to komuś przyda.
Dzień1
Do Osmołody Pojechaliśmy swoim samochodem. Oczywiście tak jak każdy pisze ostatni etap tej drogi, Broshniv-Osmołoda, jest najgorszy. Na przemian biegi 1 i 2 i się jakoś doturlaliśmy. Pierwotnie mięliśmy zamiar zostawić auto w kwaterze Arnika, ale ostatecznie spytaliśmy w jednym ze sklepów gdzie można zostawić samochód i kobieta zaproponowała swoje podwórko, za ogrodzeniem. Jej młody synalek nam wskazał miejsce, dostał kilka czekolad, a my po spakowaniu poszliśmy w trasę. Musieliśmy jeszcze chwilę odczekać bo zaczęła się porządna burza, ale po półgodzinie już był spokój. Niestety, po godzinie znowu zaczęło lać i strzelać piorunami, więc nas trochę w lesie zatrzymało. Tak też w deszczu doszliśmy do pierwszego noclegu niedaleko schroniska Płyśce. Cali mokrzy próbowaliśmy trochęwysuszyć ubrania ale bardziej się uwędziły niż wysuszyły.
_MG_6752.jpg_MG_6756.jpg_MG_6759.jpg
Dzień2
Dzień drugi to jużwędrówka w świetnej pogodzie i rewelacyjnych widokach. Najpierw Grofa, potem Parenkie, Popadia, Koretwyna. Rzeczywiście na Popadii widoki niesamowite. Jak okiem sięgnąć same pasma górskie po horyzont. Ani trochę nie widać cywilizacji. Najciężej było mi pokonać pierwszy odcinek na Parenkie, ale to chyba takie poranne zmęczenie, potem było już lepiej. Tego dnia pokonaliśmy dosyć spory odcinek dochodząc do Długiej Polany. Pierwszy raz byłem w Gorganach więc trochę mnie zaskoczyły ścieżki prosto w górę zamiast jak w polskich górach zygzakiem, aby trochę mniej się męczyć. Również doświadczenie z kroczeniem między konarami kosówki sięgającymi do kolan, płożącej się po ścieżce było nie lada wyzwaniem. Małym szokiem była również kosówka wysokości ponad 2 metry.
Tego dnie nikogo na trasie nie spotkaliśmy. Wieczorem ognisko i nocleg przy rzece w miejscu Długa Polana. Niezapomniany dzień w Gorgananch.
_MG_6763.CR2.jpg_MG_6782.jpg_MG_6791.jpg_MG_6823.jpg
Dzień3
Tego dnia weszliśmy na najwyższy szczyt Gorganów, czyli na Sywulę. Z racji tego, że zostawiliśmy część rzeczy w szopie pod sianem i w planie mieliśmy powrót do Osmołody po samochód wybraliśmy opcję szlaku czarnego i powrót tą samą drogą ze względu na późny powrót. Na trochę zgubiliśmy szlak czarny w miejscu gdzie skręca z drogi (Ryzarnia-Darów) w lewo w las - okazało się, że wejście w las jest kilkanaście metrów dalej niż my skręciliśmy co poskutkowało przedzieraniem się przez chaszcze ponad pół godziny. Samo wejście szlakiem czarnym do Borewki to przejście monotonnym podejściem w lesie. Ale potem już otwartym teren do Sywuli ze świetnymi widokami. Na tej trasie już trochę ludzi spotkaliśmy.
Po zajściu w dolinę i dotarciu do drogi udało nam się zabrać do Osmołody z przejeżdżającymi ukraińskimi zbieraczami jagód. Tym sposobem w Osmołodzie byliśmy ok 20-tej, zabraliśmy auto i noc spędziliśmy w pensjonacie Arnika. Etap Gorganów był za nami. Kąpiel w ciepłej wodzie i zasłużony wypoczynek.
_MG_6859.jpg_MG_6873.jpg
Dzień4
Ten dzień to tranzyt. Wyjazd z Osmołody, znowu na pierwszym i drugim biegu pierwszy etap drogi. Pojechaliśmy do Ivano-Frankivska po trzeciego towarzysza podróży. Obiad w mieście i wyjazd w Czarnohorę do Dżembroni. Ostatni odcinek drogi przed Dżembronią znowu 10 km/h. O nocleg spytaliśmy w pierwszym sklepie i od razu właścicielka nas skierowała na kwaterkę do starszej kobieciny, u której, po małym targowaniu, skorzystaliśmy z noclegu ( 70 UAH osoba).
Dzień5
Ten dzień wykorzystaliśmy na wejście na Popa Ivana. Wędrówka na lekko, czyli jedynie jedzonko i woda. Wyruszyliśmy przed wschodem słońca, więc sam wschód już podziwialiśmy z dosyć dużej wysokości nad wioską. Widoki jak i trasa ponownie rewelacyjne, ciekawe formacje skalne. Po drodze oczywiście jagody na deser (chociaż w Gorganach było ich nieporównywalnie więcej). Na tej trasie spotkaliśmy kilka miejsc gdzie były porozbijane namioty z turystami. Daliśmy sobie dosyć ostry marsz tak, że na szczycie byliśmy ok 9 rano. Nie zdawałem sobie sprawy, że to obserwatorium na Popie to aż taka spora budowla.
Ponieważ zeszliśmy z powrotem do wioski około południa tego samego dnia przejechaliśmy do Zaroślaka i jeszcze tego samego dnia podeszliśmy z ekwipunkiem szlakiem żółtym do Jeziora Niesamowitego. Tam już tłum namiotowców (28 namiotów), mgła, ogniska i szczekanie psów. Już nie ten urok co bezludne Gorgany.
Dzień6
Pobudka znowu przedświtem, śniadanie, pakowanie i wymarsz pasmem Czarnohory w kierunku Howerli. Postanowiliśmy jednak na razie nie wchodzić na Howerlę. Ominęliśmy szczyt boczną ścieżką i udaliśmy się w kierunku Pietrosa. Wejście na Pietrosa jest świetne - 500m stromo w górę, a stamtąd widoki na najwyższy szczyt Ukrainy w kierunku zachodnim oraz pasmo Świdowca na wschodzie. Po odpoczynku wróciliśmy pod Howerlę. Rozbiliśmy namioty na miejscu biwakowym przed Howerlą i weszliśmy już bez bagaży na szczyt Howerli. Na szczyt wchodził również pewien szaleniec z rowerem - najpierw 50 m wnosił sakwy na plecahc, zostawiał je, wracał po rower, wnosił 50 m powyżej zostawionych sakw, wracał po sakwy itd.. Miał chłop zdrowie. I jeszcze mówił że będzie nocować na szczycie Howerli.
Tego dnia to jużs poro młodzieży spotkaliśmy, rodziny z dziećmi itp.. Taki nasz Kasprowy albo Tarnica. Sama Howerla jest bardzo łatwa do zdobycia i chyba z tej racji tylu ludzi tam się udaje. Ale Czarnohorę zobaczyliśmy i mam nadzieje że jeszcze będzie mi dane kiedyś przejść całe pasmo od Howerli po Popa Ivana
Dzień7
Po noclegu pod szczytem Howerli zeszliśmy do Zaroślaka szlakiem niebieski koło wodospadu. Samochód czekał na parkingu więc się spakowaliśmy i powrót do kraju.
Była to niezapomniana wyprawa w Ukraińskie Karpaty. Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś będę miał możliwość się tam znaleźć . Kto nie był a się waha - polecam! Nie ma się co zbytnio zastanawiać tylko pakować i jechać


Odpowiedz z cytatem