Cała dyskusja jest o tym, czy jako Polacy (względnie Czesi) mamy prawo narzucać Ukraińcom swoją wizję znakowania gór.

Na jednej z dyskusji w Zawadce ktoś ze "znakarzy" powiedział (cytuję z pamięci) - przecież ci co nie lubią szlaków znakowanych mogą sobie iść przez gąszcz kosówki 3 metry od szlaku.

Nic mnie bardziej nie zdenerwowało, niż taka wypowiedź.
Przecież wszyscy, którzy lubią wędrówki poza szlakiem wiedzą, że zupełnie nie o to chodzi.

W tej chwili oznakowane są w Gorganach wszystkie narzucające się szlaki główne, grzbietowe.
A tak fajnie było mi w roku 2003 odkrywać ślady przedwojennych dróg (czasem zawalone wiatrołomami), jedynie z mapą WIG w ręce.

Człowiek czuje się wtedy odkrywcą.