Sz. Pastorze, napisałeś:
W swoim zbrodniczym fachu był niestety wysokiej klasy fachowcem i poniekąd autorytetem. Oczywiście przypisywanie Mu zapędów reformatorskich i generalnie pozytywnych uważam za ponury żart.
Z tym drugim zacytowanym zdaniem absolutnie się nie zgadzam - oczywiście tylko w odniesieniu do okresu kilku m-cy 1953 r.
Beria po śmierci Stalina (którą spowodował) był pierwszym "destalinizatorem", wyprzedzając o 3 lata Chruszczowa. Proszę (Ciebie, Bartolomeo oraz in. dyskutantów zaszokowanych moim 1-szym postem w tym wątku) abyście jednak przeczytali ów polecany przeze mnie artykuł w ostatnim, sierpniowym n-rze "Uważam Rze Historia". Zresztą autor nie odkrywa tam Ameryki, o śmiałych, reformatorskich poczynaniach Berii w ostatnich miesiącach jego życia piszą w zasadzie wszyscy historycy podejmujący ten temat.
Oczywiście, wiem kim był Beria w czasach swojej wielkiej kariery w stalinowskim ZSRR i ile krwi (w tym polskiej) ma na rękach. Naprawdę nie musicie mnie o tym przekonywać.
Ale Beria również:
1) zgładził Stalina, przez kilkanaście godzin po wylewie nie dopuszczając do niego lekarzy (a wg niektórych rosyjskich historyków nawet powodując ten wylew specjalnym zastrzykiem),
2) powypuszczał z łagrów większość więźniów politycznych, anulując ich wyroki,
3) znacznie złagodził represyjność policji politycznej,
4) nakazał, aby administracja (także partyjna) republik radzieckich składała się z osób miejscowych, a przynajmniej biegle władających miejscowymi językami,
5) rozpoczął z Zachodem poufne negocjacje ws. zjednoczenia Niemiec.
Tak więc, jak widzicie, nie chodzi mi tylko o "gdybanie", lecz również o zaistniałe fakty (w 1-szym półroczu 1953 r.). Przechodząc zaś do owego "gdyby" - nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, że Stalin już kończył przygotowania do wielkiej wojny, które przerwała właśnie jego śmierć. I gdyby nie morderca-Beria, to może nas by dziś na świecie nie było.
Paradoks historii? Pewnie tak, i nie pierwszy zresztą.


Odpowiedz z cytatem