No i to co Derty napisał plus minus miałem na myśli. Tylko ja jestem znacznie bardziej gorzki.
Dodam tylko - Skyrafał, nie wszędzie musi być krupówkowo - gubałówkowo - kasprowy standard.
No i to co Derty napisał plus minus miałem na myśli. Tylko ja jestem znacznie bardziej gorzki.
Dodam tylko - Skyrafał, nie wszędzie musi być krupówkowo - gubałówkowo - kasprowy standard.
Pozdrawiam
mj
dlaczego Bieszczady mają być jednym wielkim dzikim chaszczem? zwłaszcza, że to teren który do wojny tętnił życiem? to jakieś marzenia o przedzieraniu się przez krzaki z maczetą jak w dzikiej Amazonce?![]()
przecież niedaleko są chaszcze i odludzie nie to co w Bieszczadach - Pogórze Przemyskie - mz największa dzicz, zero turystów, noclegi praktycznie można policzyć na palcach 1 ręki; Beskid Niski od Komańczy do międzynarodówki na Barwinek; Sanocko-Turczańskie - wschód Soliny? a i słowackie odludzia blisko![]()
Ostatnio edytowane przez buba ; 06-09-2012 o 17:24
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "
na wiecznych wagarach od życia...
Meg, a dlaczego w Bieszczadach musi być tak, jak w Zakopanem? Biesy dzikim chaszczem już nie są, i raczej nie będą, chyba że przeżyją one kolejny kataklizm w rodzaju wojny domowej i wysiedleń z lat 1944 - 47. Przedzieranie się z maczetą czy siekierą to były lata 50. i 60/XX, obecnie to już historia - podobnie jak stan regionu z okresu międzywojennego. Tu nie chodzi o to, żeby wtórnie dzicz zaprowadzić, tylko chronić to, co jest - odrębność przyrodniczą i krajobrazową regionu, rozumiane jako wartość. Postulaty rozbudowy infrastruktury i podnoszenia standardu sprawią, że będzie tak samo, jak wszędzie - takie same domki, takie same pensjonaty, takie same knajpy, taka sama architektura, takie same tłumy na szlakach. I wtedy mało kto tu przyjedzie. Bo standard, nawet jak będzie taki jak w Tatrach czy Alpach, to nie wszystko - wtedy okaże się, że Tatry i Alpy są wyższe, mają ładniejsze krajobrazy, oferują nieporównywalne możliwości w zakresie turystyki narciarskiej, nie mówiąc o wspinaczce itp. A Ci, którzy lubią samodzielność i swobodę na trasie wędrówki (nie dzicz; jak już napisałem, nie ma tu już dziczy, a i traperów-hardsurwiwalowców jest wśród turystów niewielu), przeniosą się gdzie indziej, bo dla nich nie będzie miejsca w tłumie szpanerów, lansjerów i sybarytów odurzonych piwskiem - turysta-trekingowiec w ubłoconych butach i z "garbem" na plecach będzie wytykany palcami, jak ja parę lat temu na zakopiańskich Krupówkach w majowy weekend. I wtedy kicha, i narzekanie, że sezon był słaby.
Nieszczęście Bieszczadów polega na tym, że większość tych którzy tam inwestują czy chcą inwestować, czy też osób odpowiedzialnych za strategię rozwój, rozwój, politykę przestrzenną, urbanistykę itpd pojmuje rozwój w kategoriach XIX w., jak w polskich dużych miastach: więcej, szybciej, wygodniej. Więcej domów, więcej hoteli, najlepiej drogich, więcej knajp, dyskotek. Do tego narzekania części odwiedzających region, że tu "nic nie ma": nie ma spa, nie ma basenów termalnych (kurde, jakżeż w ogóle bez tego można o turystyce myśleć?), nie ma się gdzie schlać, zaimprezować, i porównywania z kurortami na wybrzeżu Bałtyku czy Adriatyku. Jak można w ogóle góry z kurortami nadmorskimi porównywać? Może ktoś, kto jest w wojewówdztwie podkarpackim odpowiedzialny za planowanie strategiczne w obszarze turystyki, powinien wreszcie przyjąć do wiadomości - i następnie ogłosić to wszem i wobec w materiałach promocyjnych województwa - że tu nie jest kurort z dyskotekami, imprezowalniami, ochlajem i rwaniem lasek na deptaku czy w kinie, tylko góry - teren do kwalifikowanej turystyki pieszej, rowerowej, konnej? Z namiotem, mapą i kompasem, choć bez siekiery i maczety? Tylko tyle, i aż tyle? Może warto wykorzystać zalety regionu i skonkretyzować target, czyli grupę docelową, a nie skupiać się tylko na liczbach, żeby przyciągnąć jak najwięcej? Może warto określić, jaki duży będzie taki ruch turystyczny, i ile mniej więcej potrzeba do jego obsługi noclegowni, imprezowni i knajp? I powiedzieć reszcie prosto w oczy - sorry, ale nie wyżyjecie tu z tego, szukajcie sobie innego miejsca na biznes, bo tu to nie jest i nie będzie biznes, tylko bezsens? Zwłaszcza tym nowym, napływowym? Może warto stworzyć program zachęcający i wspierający miejscowych, tych zasiedziałych w górach od lat powojennych, żeby inwestowali w obsługę ruchu turystycznego, a zarazem zniechęcać napływowych byznesmenuf z dużych miast - niech sobie stawiają swoje takiesamejakwszędzie hawirki gdzie indziej? Bo tak, jak teraz, to Bieszczady w kilkanaście lat upodobnią się do Podhala - wszędzie pełno domów, wszędzie pełno ludzi, na szlakach procesje i kolejki "ceprów", nie da się splunąc by nie trafić w domek. W Biesy jedzie się po to, by powędrować, pobyć bliżej natury, posłuchać szumu wiatru, ryku jeleni, zobaczyć trop wilka czy niedźwiedzia w błocie, i nie widzieć przez cały dzień żywego człowieka na szlaku poza sobą i towarzyszami wędrówki, a nie po to by kąpać się w basenach termalnych, korzystać ze spa, chodzić do dansingów, muzeów, kin i kasyn. Jak ktoś chce tego wszystkiego, to niech jedzie do kurortu. Jak się chce zażyć hazardu, jedzie się do Las Vegas albo Monte Carlo. Jak się che ciepłego morza, to Riviera, Hurgada albo Adriatyk. Jak się chce w wysokie góry, to Nepal. A ja odnoszę wrażenie, że wielu ludzi najchętniej widziałoby w Biesach to wszystko w jednym. Bieszczady nie są kurortem i nie powinny nim być - jak będą "dziwką do wszystkiego", to będą zupełnie do niczego. Czy to tak trudno zrozumieć? Że siłą może i powinna być odrębność, oryginalność, wyjątkowość, mądrze wykorzystana i chroniona? Specjalizacja, marka, brand - a nie uniformizacja pod każdym względem i za wszelką cenę?
Ostatnio edytowane przez misiekjakub ; 06-09-2012 o 17:53
Pozdrawiam
mj
Kolego, ja się z tym całkowicie zgadzam. Niech sobie będzie dziko, odludnie itd. Tylko że .....
Trzeba stworzyć warunki, aby dać ludziom najpierw zatrudnienie, aby mogli zarobić na godziwym poziomie to po pierwsze.
Nikt nie będzie biegał goły zatykając z przodu liście za gumkę.
Po drugie daj ulgi podatkowe i specjalne warunki finansowania w takich trudnych warunkach - pomniejszony ZUS, np. nieoprocentowane kredyty i łatwo dostępne dotacje na rozwój "przemysłu turystycznego".
Bieszczadnik, który chce założyć firmę w takich warunkach powinien być od razu obskakiwany przez urzędników, którzy pomogą mu dopełnić wszelkich formalności i doradzą jak najkorzystniej to zrealizować.
Na dzień dzisiejszy Kolego wszyscy mają wszystko w dupie. Perspektywy sensownego zatrudniania są żadne, a jak ktoś chce coś zrobić to zaraz musi wydać worek pieniędzy na papiery zamiast na inwestycję. Potem taka inwestycja ledwo przędzie bo jest niedokapitalizowana.
Jeżeli nie jesteś w stanie powyższego zapewnić to daj innym żyć i nie wymagaj, żeby sikał ze szczęścia, bo ma możliwość przedzierania się przez krzaki z maczetą.
Powiedz mi Kolego - ile km lub roboczogodzin wyjeździłeś quadem lub terenówką. Ile ha krzaków wyciąłeś - choćby spalinową piłą i kosiarką ? Ile masz km do szkoły/pracy przez błoto i wertepy ??
Z tym się zgadzam. Tylko jedna uwaga - dla miejscowych, a nie dla ludzi z zewnątrz, co to mają pół bańki i kuszą wiejskich urzędników mirażami, co to oni nie wybudują i ilu miejsc pracy nie stworzą, i jakie to zaje...fajne sanfranczysko wybudują na tym oto ściernisku czy bagnisku.
Pozdrawiam
mj
a co do reszty, - żeby zacząć od końca:
Pozdrawiam
mj
A ile ty godzin, dajmy na to, wylatałeś odrzutowcem jako pilot? Co ma piernik do wiatraka?
Poza tym, najwyraźniej widzisz świat dwubiegunowo - wszystko albo nic: albo dzicz, głusza, maczeta i przepaska biodrowa i sikanie ze szzcęścia, że się tą maczetą macha, albo turystyczny fullwypas bez żadnych ograniczeń, co komu do głowy wpadnie, to niech robi, aby tylko zarobił i biznes się kręcił. Rzecz w tym, że Bieszczady nie są dziczą i nie nadają się do kręcenia dowolnych byznesuf w dowolnej ilości. Są czymś pomiędzy. Tylko że dla Ciebie samo pojęcie "pomiędzy" chyba nie istnieje, Ty dostrzegasz tylko skrajności. Nie zrozumiałeś nic z tego, co napisałem wcześniej, więc odsyłam do lektury mojego długiego posta wyżej. Brak umiejętności czytania ze zrozumieniem.
Pozdrawiam
mj
Czytam i tak mi się przypomniała rozmowa o tym jak się zmieniły wciągu ostatnich +/- 20 lat Ustrzyki Górne a jak Wetlina.
I tekst który mi powiedział tubylec mniej więcej taki „ powiedz mi gdzie się rodzi więcej dzieci? Gdzie łatwiej o pracę? Gdzie są większe wpływy z podatków? „
Ostatnio edytowane przez komisaRz von Ryba ; 06-09-2012 o 22:50 Powód: spacja
faktycznie misiekjakub - skrajności tu nie znajdzieszwłaśnie patrzę i patrzę na to "pomiędzy" tylko jakoś nie widzę tego w skali makro
natomiast bez problemu zauważam strukturalne bezrobocie, brak perspektyw na stałe zatrudnienie na miejscu, bo gdzie ? zakładów otwierać nie wolno
zjawisko "mrówek" to też dlatego, że się tak wszystkim przelewa.
do tego powolne wyludnianie miejscowości i mała liczebność klasy średniej.
to wszytko jest wg Ciebie środkiem, czymś pomiędzy etc.
no cóż - jeśli za punkt odniesienia przyjąć Sierra Leone czy to faktycznie jest nieźle.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)