Milo rzekomego kryzysu i wiekszej ilosci "bidokow" jakos nie widac wzrostu w gorach ilosci plecakowych turystow, ktorzy spia pod krzakiem, jedza zupke chinska ,podrozuja stopem albo starym maluchem.. Nie widac jakiegos znacznego nalotu na tansze i mniej wypasne miejsca noclegowe... Raczej na szlakach dominuja osoby wysprzęcone po zęby i bulace za noclegi gruba kase.. Wiec gdzie ten kryzys??
Chyba ze ci biedniejsi nie jezdza na wakacje tylko w czasie urlopu zostaja w domu i robia remonty...




Odpowiedz z cytatem