Ja zwyczajnie próbuję dopatrywać się źródeł obecnego lekkiego zastoju w turystyce krajowej w warunkach ekonomicznych społeczeństwa, a nie w poziomie inwestycji w przemysł turystyczny. Wczoraj nawet konferowałem przy piwku z przewodnikiem sudeckim, a zarazem pracownikiem naukowym jednej z uczelni, który zajmuje się właśnie zagadnieniami turystyki. On też potwierdza mój pogląd: wahnięcia na rynku pracy, tzw poziom nastrojów społecznych itp czynniki wywołują pogarszanie się stanu tej branży. Ale nie jest to jednak równoznaczne z równymi spadkami w różnych regionach. Geografia tych spadków jest zależna od miliona czynników i bardzo zróżnicowana. Wcale nie decyduje tu podaż miejsc noclegowych albo tzw atrakcji (DinoPark w Szklarskiej prawie zbankrutował w tym roku). Wg mojego rozmówcy, region bieszczadzki nie jest już uznawany za pustynię infrastrukturalną. Na jego tle inne ciekawe regiony są prawie zupełnie nie zagospodarowane.
Tak więc tym, którzy żyją z przyjezdnych w Bieszczadach, mogę tylko życzyć, aby w nast. roku mieli więcej gości. Ale niechaj pamiętają, że zalewanie betonem Bieszczad nie zwiększy obrotów. Jestem o tym przekonany:)
Tu polecam też ustalenie, czy ten cały rozwój w Bieszczadach przyciągnął na masową skalę zagraniczniaków. Moim zdaniem nie mógł, bo Bieszczady to naprawdę góry dla koneserów ciszy i dziczy. A na Zachodzie też raczej przeważa gawiedź pożerająca McDonaldsy i zaliczająca super atrakcje (Czy w zagranicznych przewodnikach promuje się Bieszczady jako równocenną atrakcję z np NeuSchwannsteinem albo nawet tylko Hradczanami?). Marzącym o drugich Alpach w bieszczadzkich grandołach i sanockim/leskim Paryżu wschodu powiem jedno - to czysty surrealizm.

Derty
PS: Na gorąco: właśnie rozmawiałem z panią z pewnego wiejskiego stowarzyszenia, które zajmuje się promocją turystyczną okolicy. Otóż miejscowe nadleśnictwo w ramach tzw rozwoju postanowiło zniszczyć najcenniejszy zakątek tego sołectwa, a zarazem projektowany rezerwat przyrody. Bo jest kasa z UE. A jak kasa, to buldożerami w krzole!!! Na stromym stoku będą wreszcie długo oczekiwane betonowe schodziszcza, solidna nawierzchnia itd. Już wyrżnięto las (nb chroniony unijnym prawem łęg). Ludzie we wsi ponoć mają łzy w ochach, bo ginie coś, co było główną przyczyną odwiedzin w ich agroturystykach. Czekają ze strachem na 'odkrycie' przez letników, że ich magicznego zakątka już nie ma... O skutkach powiem za kilka miesięcy. Aha - miejsce zwie się Dziki Wąwóz i było już docenione za Niemca, który zrobił z obszaru teren chroniony i chwalił się nim w przewodnikach.