Przyszła jesień i plucha.
Idę ulicą a naprzeciwko mnie, chwiejnym jak zwykle krokiem, idzie Rysio...ale nie sam!! Obok Rysia idzie zmoknięta psina, bo deszcz coraz większy, i morduje się ona z kawałkiem drąga. Niesie go w pysku, wlecze, środek ciężkości badyla robi z psa wariata...drąg wypada z pyska, lecz już po chwili jest przez psa podniesiony i wleczony dalej, za Rysiem.
- Rysiu, taka paskudna, psia pogoda! Dałbyś psu spokój i nie kazał mu targać tego badyla! – mówię, gdy drogi nasze się zeszły.
- To nie pies, to suka – warknął Rysio i poszedł dalej. A jego pies, a właściwie suka, za nim, karnie wlokąc drąga za sobą.
Pozdrawiam


Odpowiedz z cytatem
