Jeśli autor się nie obrazi, to zamieszczę też moją historię.
W sumie jak się obraził, to i tak nie ma znaczenia, bo już zamieściłem. Ale mogę skasować...
2 listopada wybrałem się z żoną i prawie 5 letnią córką na Cytadelę w Poznaniu. Są to pozostałości fortu pruskiego, na którego zboczach znajduje się cmentarz. Są tam zarówno kwatery cywilne, jak i wojskowe (m.in. Powstańców Wielkopolskich, ale też żołnierzy Armii Czerwonej i innych...). Wybraliśmy się tam wieczorem, zaopatrzeni w kilka zniczy, żeby zapalić je na mogiłach zbiorowych. Po drodze córka zapytała mnie na czyich grobach zapalimy znicze, odpowiedziałem, że na grobach ludzi, którzy zginęli na wojnie. A co to jest ta wojna? W jak najprostszych słowach (dla pięciolatki) opowiedziałem o żołnierzach, którzy napadli na Polskę i o żołnierzach, którzy ginęli żeby Polska była wolna. Tak doszliśmy do celu.
Atmosfera na samym cmentarzu była niesamowita - było już ciemno, wokół mnóstwo płonących zniczy (wyglądających w oczach mojej córki jak lampiony z bajki o Roszpunce) i cisza. Chociaż miasto zaraz za drzewami. Zapaliliśmy znicze na mogile ofiar Żabikowa, fortu VII, represji stalinowskich...
Podeszliśmy do grobu dr Wojtaszka (organizator ruchu oporu w Poznaniu podczas II WŚ), zapaliliśmy znicz. Standardowo musiałem przeczytać napisy na pomniku i wyjaśnić kto tu leży. Mieliśmy już odejść, gdy córka mi się pyta
- A ten pan tutaj śpi?
- Tak
- A mogę mu zaśpiewać piosenkę o Polsce? Na pewno mu będzie miło.
- No pewnie, że możesz
kilka sekund później ciszę przerwało "Jeszcze Polska nie zginęła..."
Jej cichy, dziecięcy głos w tej aurze był tak niesamowity, że nie miałem śmiałości dołączyć. Nieliczni spacerowicze przystawali. Odśpiewała tyle ile umie - pierwszą zwrotkę i refren. Jak skończyła, miałem wilgotne oczy.
Dobrze, że było ciemno.
Mam nadzieję, że adresaci to słyszeli, bo temu poświęcili swoje życie. Żebyś kiedyś mała dziewczynka mogła głośno, chociaż po cichu, zaśpiewać hymn Polski.


Odpowiedz z cytatem