Na pierwszej stronie pisałem o Wiesiu i o tym, że jego chata jest czymś w rodzaju schroniska dla bezdomnych i zagubionych. Pisałem też, że częstym, niemal stałym bywalcem bywał Piotrek. O Piotrku od wczoraj mówimy świętej pamięci Piotrek. Pojawił się znowu u Wiesia na same święta, był w fatalnym stanie. Wiesio położył go do łóżka i obserwował z niepokojem. Wszystko wskazywało, że to ostre zapalenie płuc i że bez pomocy lekarskiej może być zle. W zasadzie to zle już było więc Wiesio w drugi dzień świąt zadzwonił na pogotowie. Zmarzł bo było około 10 w nocy czekając na karetkę na skrzyżowaniu. Przyjechali choć pomylili drogę, zabrali Piotrka. Podobno dostał jakąś małą kroplówkę i receptę na leki. Po 11 w nocy wylądował na ulicy, bez pieniędzy, z zapaleniem płuc ale z receptą w ręku. Do domu Wiesia dotarł około pierwszej w nocy. Rano Wiesio nie zdzierżył, przyszedł do mnie, znależliśmy numer do siostry Piotrka. Siostra przyjechała i nie bez trudu i wymówek ze strony personelu umieściła brata w szpitalu. Piotrek wytrzymał jeszcze jakąś dobę i umarł. Pogrzeb we wtorek w Sylwestra.