I parę moich refleksji, już bez zdjęć
Na żadnym wyjeździe, (a w góry jeżdżę przecież ciągle, jak nie sama to z przyjaciółmi lub z grupami) nie odczuwałam chyba tak mega pozytywnej energii, jak na wyjazdach z tą grupą.
Ludzie często bardzo poszkodowani przez los, po ciężkich wypadkach, bez rąk, bez nóg, chorzy na stwardnienie rozsiane, z zanikami lub przykurczami mięśni, czasem z trudem poruszający się; również niewidomi, lub tracący wzrok.
A jednak mają w sobie niezwykłą ilość entuzjazmu, który potrafią przekazać innym - i ten entuzjazm rozszerza się na kolejne osoby, przyjeżdżają stale nowi ludzie, a Ci którzy już byli na wyjazdach - chcą wracać.
Może pole działania rozszerzy się o inne inicjatywy, o inne rodzaje aktywności.
Jak mi mówiła jedna z dziewczyn - niektórzy po swoich wypadkach, po utracie nogi lub po diagnozie choroby byli w głębokiej depresji, a ta akcja, obozy survivalowe, wyjazdy w góry pozwoliła im odzyskać wiarę w siebie, chęć życia i radość życia.
Na przełęczy pod Tarnicą widać same uśmiechnięte mordy, a koledzy i koleżanki machają do siebie protezami, ludzie "z zewnątrz" patrzą - i też się uśmiechają.
Ta pozytywna energia udziela się również i mi.
Cieszę się, że udało mi się do Nich przyłączyć.



Odpowiedz z cytatem