A to ciekawe stwierdzenie!
Jakiś czas temu miałam pecha schodząc z Korbani na Przełęcz Hyrcza, już z daleka w pobliżu Kapliczki zobaczyłam olbrzymią grupę terenówek.
Zrobili sobie tam postój zapewne chcąc łyknąć...świeżego powietrza;-) I choć ominęłam ich szerokim łukiem to niestety za chwilę na drodze mijała mnie cała kawalkada, jakże wspaniale hałaśliwych i cuchnących 4x4. I się tak ciągnęły jak smród za wojskiem, oczywiście to ja musiałam co parę metrów uskakiwać w chaszcze. Jednak szybko znudziła im się jazda drogą i po pokonaniu rowu zaczęły z mozołem rozjeżdżać wzniesienie wspinając na okoliczne łąki, okolice dawnej Radziejowej. Widziałam też teren niedaleko krzyżówki na Stężnicę - wycięte drzewa, koleiny i rozjeżdżona gleba przez quady.
Nawet jeśli, jest to teren prywatny to serce boli patrząc na dewastację natury.
Jeśli chodzi o zostawienie kasy w Bieszczadach to jestem turystką "zróżnicowaną". Sama nocuję bardzo skromnie, bo tak lubię, za to nie odmówię sobie pstrąga z przyjemnościami;-) Natomiast jeżdżę też z towarzystwem lubiącym wygody i wtedy sporo wydajemy (hi hi,sprzedawca w Polanie parę razy sprawdzał rachunek, bo takiego utargu juz dawno nie miał;-) Jednak szukając agrosturystyki z miejsca odrzucam oferty, w których proponowane są atrakcje typu quady i podobne - właśnie dlatego, że uważam to za działanie szkodliwe na rzecz Bieszczadów.



Odpowiedz z cytatem