Na pokonanie ostatniego odcinka zostawiłem sobie godzinę i jak nadszedł czas ruszyłem w drogę. Początkowo szutrówką, na krzyżówce w lewo, mostek i po chwili jestem na torach wąskotorówki. Pod lasem z lewej strony widzę pasące się samotnie konie i tak się na nie zapatrzyłem że poszedłem dalej drogą. Wracam na tory, słucham - jak zapamiętałem z książek o Indianach - czy czasem pociąg nie jedzie ale ciszy nic nie zakłóca. Idę torami, a właściwie po początkowym odcinku jako takiego marszu gdy podkłady były zrównane z ziemią zaczynają się kombinacje - lewa strona, środek, znów lewa, prawa. Po prostu odległość między podkładami nijak nie jest dobrana do długości mojego kroku i albo trzeba było skakać po torach albo patrzyć ciągle pod nogi. A zachodzące właśnie słońce pięknie podświetlało stoki Matragony i o wiele przyjemniejsze były te widoki.
Mijam stację Solinka, gdzieś za nią w miejscu gdzie droga zbliża się do torowiska (albo jak kto woli odwrotnie) naszykowany plac pod drewno, droga z płyt przechodzi przez tory i kieruje się na stok Matragony - już wydano na nią wyrok.
Dalej idę niespiesznie bo raz że się nie da a dwa że z całych takich wycieczek najbardziej właśnie lubię tę część, gdy zmęczony, już blisko celu mogę sobie pozwolić na niespieszny marsz i rozpamiętywać dzień. Jeszcze po drodze parę fotek, ale aparat w sumie już można schować, między stokami Matragony i Hyrlatej wcześniej zmierzcha niż liczyłem. Obyło się jednak bez używania latarek, dochodzę do samochodu, pies wskakuje do bagażnika i od razu układa się do snu. Całą niedzielę po przyprowadzeniu do domu przesłał na legowisku jakby go w ogóle nie było
W drodze powrotnej na kempingu nad Wolą Niżną mignęły mi światła biwakujących tam ludzi a moment później w światłach reflektorów pojawił się rudzielec chyłkiem skradający się do biwakujących. Nie słyszeliście czasem ostatnio o przypadku napaści lisa na turystów?
Tego jeszcze by nam trzeba...
Tu trochę większa całość:
https://picasaweb.google.com/1047635...iMacieSwiatOsc



Odpowiedz z cytatem