Drugi raz deszcz rozmył plany
Cośmy mieli ułożone
Na Tworylne iść mieliśmy
Bertrand zabrać miał też żonę.

Tak zmieniliśmy swe plany
Po ruszeniu wcześniej głową
Że jedziemy do Łopieńki
Żeby klęknąć przed Królową.

Mam po drodze wziąć Barnabę
Co przebywa w Wilczej Jamie
Tak rzekł Bertrand: -Lepiej weź go
Bo ci manto sprawię , chamie.

Zresztą może rzekł inaczej
Połączenie było kiepskie
Dość powiedzieć, że przybyłem
Z Bertrandów kochanym dzieckiem.

Bóg nagrodził ten uczynek
I nagrodę dał uroczą
Gdyśmy wjechali na parking
Nie wierzyłem własnym oczom.

Na parkingu prócz Bertrandów
Pośród ponocnego błota
Czekała na nas Calathe
I Bieszczadzka z nią Tęsknota.

Ruszyliśmy raźno na przód
A wesoło nam aż strach
A pod cerkwią na gitarze
Swe ballady śpiewał Lach.

Nie mogliśmy też pozwolić
By Magda nie była chrzczona
Więc ciągniemy ją pod lipę
By do dziupli weszła ona.

(Tu formalny będzie zabieg
Że rytm zmienię nieco, aby
Rzecz atrakcyjniej przedstawić,
I dołożę dwie sylaby)

Tam się w zasadzie mieliśmy rozstać
Myśl się wydaje nie do zniesienia
Jednak dziewczyny zostają z nami
Plany są po to, żeby je zmieniać.

Poszły więc z nami na Sine Wiry
Tyle zostało z dziewczęcych planów
Za to w Łopience osierociły
Innych nieznanych mi bliżej panów. Ha!

I mało brakło, żeby też później
Gdyśmy niestety się już rozstali
Razem z Barnabą przybyli do mnie
No i w Sękowcu przenocowali.

Lecz jak to mówią, co się odwlecze
Póty dzban wodę, dopóki ucho
Do nadrobienia wszystko jest jeszcze
Tak mi dyskretnie mówi serducho.

Był to niestety dzień już ostatni
Ostatnie to są bieszczadzkie słowa
Następne, które tutaj napiszę
Już dotyczyły będą Rzeszowa.