Artykuł nie jest wcale katastroficzny tylko realistyczny. Autor opisał rzeczywiste warunki, a nie baja w obłokach. To, że bieszczadzka turystyka wygląda jak wygląda czyli bardzo kiepsko to zupełnie inna sprawa.

Natomiast :
1. Każdy normalny region turystyczny dotuje pewne przedsięwzięcia, które pozwalają zachować "klimat". Nie każde działania będą przynosiły bezpośrednie zyski, ale będą przyciągały turystów. Oczywiście muszą to być działania ze wszech miar zorganizowane w skali całych Bieszczadów, a nie każdy sobie rzepkę skrobie.

2. Każde szanujące się góry, które zamierzają "żyć z turystyki" posiadają górskie schroniska o niskim standardzie. Tak dzieje się nawet w Niemczech, Francji czy Szwajcarii pomimo, że samorządy byłoby stać na codzienne dostarczanie śmigłowcem zaopatrzenia lub wybudowanie kolejki linowej.
Po prostu jest taka tradycja, że w górach są schroniska. Co absolutnie nie przeszkadza w budowaniu hoteli wysokogórskich o wysokim standardzie.

Powoływanie towarzystw, stowarzyszeń i innych tworów to sprawy dla sprytnego prawnika, którego trzeba najpierw wynająć, żeby doradził jak najkorzystniej będzie temat rozegrać. Dlaczego ?
Otóż dlatego, że dziś schronisko jest normalną firmą. Marną, bo marną, ale firmą. Więc w ten sposób odcinamy wiele możliwość dofinansowania np. z budżetu gminy, możliwości pozyskania części wyposażenia np. z Agencji Mienia Wojskowego etc. etc.

Oczywiście w ten sposób ogranicza się możliwość czerpania wielkich zysków, ale bez przesady. Schronisko w Bieszczadach nie będzie generowało milionów. Jest to sprawa bardziej dla zapaleńców i ideowców, którzy chcą po prostu prowadzić schronisko górskie i w ten sposób zarabiać na chleb i godziwe życie. Podkreślam - na chleb, a nie na złote sztabki.