Tak, tak - tak przypuszczałem że ta chwila gdy
"w sobotni poranek gdy piątkowi stonesi pomieszani z solianką celebrowali wydanie nowego singla w mojej głowie..."
błagałeś o chwilę ciszy. Wszystko za chwilę ciszy.
Toteż objawiła się niewysłowiona radość Pierogowego gdy cała czereda ruszyła w góry. Plan był prosty : przejść lasem przez górkę do najbliższej miejscowości gdkzie jest sklep, co by spróbować serwowanych tam płynów (najlepiej złotych)
Plan był prosty, ale życie lubi je kompliować. Cała grupa zawzięcie pokonywała kolejne metry przewyższeń, wszakże obiecane było że wkrótce usiądziemy z klimatycznej altance, aby wczytać się w bieszczadzką poezję wypisana na deskach.
Przód tak rwał zawzięcie że ogon zaginął w leśnych odchłaniach.
Ktoś krzyknął z niepokojem
- chyba zgubiliśmy koleżankę !?
Dobrze, zrobimy przerwę, aby doszła do grupy.
- Ale jak to możliwe? , przecież idziemy przez las , bez szlaku, a nawet ścieżki tu nie ma !
Zaczyna się dokładne liczenie i okazuje się że dwóch osób brakuje. Brakuje również Ivana.
Tu mała dygresja na temat tej osoby. Ivan (czyt Ajwen) jest Ukraińcem i mieszka na Ukrainie. Przyjechał specjalnie do Nasicznego na specjalne zaproszenie, bo po pierwsze od dawna zajmuje się fotografią, po trzecie złaził już całe polskie Bieszczady, po piąte : posługując się językiem polskim był ciągle w centrum zainteresowań tak jak tu gdy opowiadał kawały
po ukraińsku.
(na zdjęciu Ivan siedzi u stóp Basi Z.)
hm12_5346.jpg


Odpowiedz z cytatem