Widac tez dalekie, sloneczne doliny z meandrujacymi rzekami, otoczone scislym murem wysokich szczytow.



Wystepuja tu rozne rosliny, niektorych nigdy wczesniej nie widzialam









Gotujemy zarcie i herbatke.



Poznym popoludniem pogoda sie poprawia. Wylaza kolejne pasma. W koncu i ogromne cielsko Kazbega powoli i dostojnie wyłania sie z mgly. Widoki wrecz przytlaczaja, zwlaszcza kogos nieprzywyklego, ktory przez cale zycie rozumie gory przez pryzmat łagodnych, olesionych lub łakowych pagorkow. A tu skała, snieg i poskrecany jęzory lodowca. Tu widac ogrom i przestrzen, chlod spienionych potokow, dziki i zlowrogi powiew niedostepnosci.



















W ktoryms momencie na owianym mgla poszarpanym szczycie i podswietlonym od drugiej strony pojawia sie ognista pomaranczowa wirujaca kula! Nigdy nie widzialam takiego zjawiska! Kula kreci sie, pełga i rozplywa we mgle.. Trwalo to chyba z 15 sekund..

Słońce zaczyna sie robic jakies pomaranczowe, kolorki do zdjec coraz ładniejsze, wiec zaczynamy powoli spełzac w strone dolin...







Jestesmy chyba na jednej z bardziej turystycznych, popularnych i rozdeptanych tras gruzinskiego Kaukazu, wiec dzis przez caly dzien spotkalismy kilkunastu turystow.. No dobra! moglo ich byc dwudziestu!