W ostatnich promieniach slonca schodzimy w doline. We wsi toczy sie normalne zycie. Zarży kon, dzieciak zagania bacikiem stado krów, dziadek nabija fajke.. Czasem ktos do nas zagada ale w ząb nie rozumiemy co mowi w lokalnym , bulgoczaco-charczacym języku..





Mrok i chłod nocy siada w doline. Szczyty jeszcze ploną odbiciem zachodzacego slonca..





Miejscowi lubia zjezdzac z gory bez swiatel i na wylaczonym silniku. Dobrze ze droga jest wyboista i z daleka slychac turkot kól na kamienistym podlozu.

Zachodzimy wieczorkiem do jednej z knajp. Jej wlasciciel jest niesamowity- caly czas cieszy mu sie geba! Czy widzi nas czy miejscowych, czy niesie talerze- caly czas ma banana od ucha do ucha! Zjadamy znane juz chinkali oraz chaczapuri bedace plackiem nadzianym wedzonym stopionym serem. Troche przypomina to pizze ale jest smaczniejsze.



Przez zaslonke lub okienko podpatrujemy jak babki zagniataja i wałkuja ciasto a potem nadaja pierozkom odpowiednie ksztalty.
Pod oknem knajpy stoi pieniek z wbitym w niego toporem. Ale to nie do rąbania drewna. Tu rąbie sie mięso. Pewnie na nasze chinkali. Nad pokrytym krwista mazią toporkiem błyska kolorowy neon "Open".



W polaczeniu z pokruszonym betonem, wiatą i lodowatym nocnym wiatrem tworzy to niesamowity koloryt. I domasznie wino. Caly dzban. I muzyka. Tak. Muzyka. Ona chyba przede wszystkim. Charczacy, podskakujacy od wibracji magnetofon. Zarąbista lokalna piosenka. Cos ponoc o dziewczynie co chodzila po wode i chciala nie tego chlopca co trzeba. Czyli tak jak zawsze w takich piosenkach. Gdy piosenka sie konczy i zaczyna leciec nastepna, jakas po angielsku, to miejscowi zaraz sie rzucaja na magnetofon, cofaja i znow gruzinska dziewczyna idzie po wode! I znow. I chyba dziesiaty raz. Miejscowi zaczynaja tanczyc. Zapraszaja nas do tanca ale zupelnie nie wiemy czy powinnam isc ja czy toperz.. No bo sami faceci tancza.. Tanczy tez jakis maly chlopczyk, ktory zaplatal sie tu chyba przypadkiem.. Jakos czuc w tej ich muzyce zadume i ekspresje zarazem a na pewno magie niedostepnych gor..
Pytam wlasciela knajpy co to za piosenka. Na poczatku sie troche peszy bo mysli ze przyszlam z pretensjami "bo turysci nie lubia lokalnej muzyki". Zareczam go ze jestem zachwycona. Geba mu sie rozjasnia i podkreca magnetofon jeszcze glosniej. Na kartce zapisuje mi tytul i chyba wykonawce. Niesamowite jest jak oni szybko i sprawnie stawiaja te "robaki" ktorych ja sie mozolnie probuje od pol roku nauczyc... Ale pisanych nie odczytam w zadnym razie...



Po powrocie dzieki pomocy milych ludzi z kaukaskiego forum udalo sie ta piosenke odnalezc:
http://www.myvideo.ge/?video_id=1390555

Do knajpy przylega bazar. Kupujemy cala siate warzyw i owocow. Wpada nam w oko cos, co przypomina swieczke. Sprzedawca mowi ze to "gruzinski snickers"- ale w smaku rzeczywiscie przypominal swieczke

Dzis jedziemy do Dżuty. Nukri czeka na nas w ryneczku juz przed umowionym czasem. Pakujemy sie w niwe i jedziemy. Dzis pogoda idealna, niebieskie niebo, malutkie chmureczki i zapowiada sie naprawde upalny dzien, choc o poranku czuc jeszcze zimno ciagnace z cienistych gorskich dolin. Nukri poleca nam przykryc sie pasem bezpieczenstwa. Od paru lat policja wlepia mandaty za brak pasow, ale spora czesc Gruzinow nadal nie moze sie pogodzic z tym ograniczeniem wolnosci. W niwie pasa i tak nie ma gdzie wpiąć wiec wiec trzeba jedynie stwarzac pozory, ze pas jest. Jednoczesnie wielu kierowcow ma w tym momencie satysfakcje, ze zagralo wladzy na nosie a metoda "biernego oporu" jest czesto najskuteczniejsza.
W niwie fajnie zapala sie silnik- poruszajac pokretłem podobnym do kapsla, zawieszonym na pęku kabli. Trzeba tez ta czynnosc powtarzac kilkakrotnie w czasie jazdy bo silnik sobie gasnie. Za kazdym zgasnieciem jestem pewna, ze tym razem to juz napewno zabraklo benzyny, bo Nukri juz od wczoraj jezdzi na rezerwie.
Podoba mi sie tez operacja otwierania szyby. Zawsze napawaly mnie niechecia szyby zjezdzajace na przycisk. A tu nawet korbka wydaje sie byc jakas zupelnie zbedna nowoczesnoscia. Szybe łapiemy oburącz, zawieszamy sie calym ciezarem ciała i sciagamy ją wedle uznania Zamykania jeszcze nie opanowalam ale wierze w Nukriego i jego techniczny zmysl
Mijamy pare turystow z Izraela poruszajacych sie (a przynajmniej majacych to w planach) konno. Dziewczyna dobrze sobie radzi z rumakiem natomiast kon chlopaka kreci sie w kolko, skubie krzaki i nic sobie nie robi z wysilkow jezdzca. Kawalek za Kazbegi zatrzymujemy sie przy malutkiej i uroczej stacji benzynowej. Nukri nabywa dwa litry do karnistra. Wciaz mam nadzieje, ze kiedys zatankujemy na takowej skodusie.



Zjezdzajmy w boczna droge. Tu tez zatrzymujemy sie na chwilke. Nukri biegnie do sklepiku celem nabycia piwka, ktore umili mu czas oczekiwania na nas w dolinie gdy bedziemy na wycieczce. Po drugiej stronie drogi czai sie wioska z baszta na wzgorzu.



Na przystanku autobusowym pasą sie krowy. Obok lezy przewrocony znak drogowy. Pewnie ktos nie wyrobil zakretu albo zignorowal kolejne "ograniczenie wolnosci".



Mijamy wioske Sno z kolejna zruinowana basztą. Na polance przy drodze leża tajemnicze ogromne kamienie, rzezbione w ludzkie twarze. Powyciagal je kiedys traktor podczas prac polowych. Badali je rozni naukowcy. Poki co nie stwierdzono z jakich czasow pochodza i w jakim celu byly wykonywane.







Mijamy kolejne wioski: Achalcyche, Karkuche. Znika asfalt a niwa pokrywa sie szczelna warstwa pyłu. Przy drodze spacerują osiołki, ucieka do rowu z kwikiem rodzinka łaciatych swinek. Male chatki przycupnely na ostrych zboczach.
Co chwile pokazuje sie imponujący stozek Kazbega z lodową czapą, po czym znowu znika w chmurach lub za krawędzia wąwozu.









W jednej z wiosek mieszkancy sie zbuntowali ze im droga pyli pod oknem i zagrodzili przejazd ogromnymi kamieniami. Samochody musialy sobie wyjezdzic droge bokiem.
Nukri pokazuje nam dom swojej tesciowej. Ponoc nie rozmawiaja ze soba od lat i zyją w wielkiej niezgodzie. Babka byla przeciwna malzenstwu corki z chlopakiem z biednej rodziny. Na dodatek skonczyl politologie w Azerbejdzanie i pracowal w urzedzie. Wszystko rozbijalo sie o pieniadze. Nie stac ich bylo na wyprawienie hucznego wesela na 300 osob jakie w rejonie byly wowczas w modzie.
Temat schodzi z antagonizmow rodzinnych na narodowe. Nukri nienawidzi Ormian. Twierdzi, ze sa gorsi niz Rosjanie i Żydzi tzn sa jeszcze bardziej pazerni i wlasna matke by sprzedali jakby na rynku, jesli zaproponowac by im oplacalna tranzakcje. Twierdzi tez ze podczas konfliktu w Abchazji pomagali mordowac Gruzinow aby podlizac sie Rosji.
Z niewiadomych przyczyn Nukri daży wielka sympatia obywateli krajów nadbałtyckich i skandynawskich (pewnie dlatego ze sa daleko )

W jednej z mijanych wiosek mamy okazje ogladac przedwyborczy wiec. Niesamowity ruch samochodow i scisk jak na taka malutka wioske. Ludzie stoja w grupkach, machaja rekami i cos pokrzykują. Nukri takze bardzo emocjonuje sie wyborami. Nie lubi obecnego gruzinskiego prezydenta. Mowi, ze on jest prezydentem mlodych i bogatych z duzych miast a jego polityka rozwoju stolicy, metra, autostrad i rozbudowy nadmorskich kurortow malo interesuje prostych ludzi z kaukaskich dolin. Jego kandydatem jest Iwaniszwili. Ponoc on bardziej popiera ludnosc wiejska. Nukri wierzy w obietnice ulg na traktory, pomocy dla hodowcow bydla, czy usprawnienie sluzby zdrowia na prowincji.

Po minięciu Karkuchy droga zaczyna sie wspinac coraz wyzej, robi sie bardziej wyboista. Prowadzi wąska polka nad glebokim wąwozem spienionej rzeki pelnej wodospadów. Nukriego bardzo dziwia nasze zachwyty nad wodospadami czy odslaniajacymi sie widokami na Kazbek- ot gory, zwykle gory.. Co w tym nadzwyczajnego???