Wkraczamy w rejon targu bardziej przemyslowy. Tu chyba jak ktos sie zna , to moze skompletowac i zlozyc cala łade. No moze bez karoserii Wielkie mloty, piły, siekiery,agregaty, grzewcze spirale, śruby, śrubki i śrubeczki oraz tajemnicze mechanizmy o ktorych przeznaczeniu nie mamy pojecia. Mozna nabyc metalowe pale, zaostrzone z jednej strony. Do wyboru zardzewiale lub swiecące wypolerowaniem. Od malutkich wielkosci zapałki do ogromnych, ktorych zapewne nawet Azja Tuhajbejowicz by sie nie powstydzil. Dopada mnie na chwile, na sekunde wręcz, zapach. Ten sam , ktory przesladuje mnie od lat. Ni to metal, ni smar, ni impregnat do odziezy z demobilu. Najpiekniejszy zapach swiata.. Wracam. Chodze w kółko, niucham po stoiskach.. Juz go nie ma.. Ulecial.. Zniknal.. Jak zawsze..
Kupuje karabinki do chlebaka. Jako zagraniczny gosc z zaprzyjaznionego kraju dostaje znizke. Znow chlebak wisi na dwoch karabinkach. Jeden stracilam w lipcu gdy zostal jako mocowanie masztu na zaglowce na Jeziorze Mietkowskim.
Widze tez fajna scene- na drewnianym stole śpi snem sprawiedliwym lekko podchmielony jegomosc. To stoisko z siekierami. Przytula twarz do wielkiego ostrza jakiegos topora jak do poduszki i usmiecha sie przez sen cos mamroczac. Moze powinnam zrobic zdjecie.. Ale jakos czasem nie potrafie...

Przy ulicy jest tez spory sektor gdzie w worach sprzedaja owcza wełne.



Odwiedzamy tez przybazarowa piekarnie i nabywamy chleb "płastuge". Strasznie podoba mi sie wnetrze piekarni. Sprzedawczyni ma troche glupia mine ale zgadza sie abym weszla do srodka. Mlody piekarz nawoluje abym podeszla zobaczyc piec. Pokazuje mi gdzie sie oblepia go ciastem, pozwala zajrzec do wnetrza, prezentuje upieczone chlebki. Piec wyglada jak wulkan! Cale pomieszczenie wypelnia tak apetyczny zapach ze trace smaka na owoce! Teraz bede jadla sam chleb i zagryzala buleczka!!!



Idziemy dalej powłoczyc sie po dzielnicy. Zdecydowanie to jest ta czesc Tbilisi gdzie zagraniczni turysci nie zapuszczaja sie zbyt czesto. Klimaty robia sie coraz bardziej industrialne.Jakies fabryczki, warsztaty, male pokoiczki gdzie faceci wsrod kłębow fajkowego dymu walą młotami w rozne zelastwo. Obok skwierczy ogien w pordzewialych, malych piecykach, a dlugie rury kominkow wyprowadzaja pachnacy dym na ulice. Oczyma wyobrazni widze juz skodusie w ktoryms z warsztatow na kanale jak miejscowi ja naprawiaja. Warsztaty tutaj sa na tyle klimatyczne, ze bedac tu skodusia warto by w niej cos zepsuc by moc sie zwrocic do miejscowych po pomoc

Kawalek dalej przykuwa wzrok opuszczony budynek poprzemyslowy.



Juz, juz chcemy rozpoczac zwiedzanie.... a tu sie okazuje ze on dziala!!! W srodku jest biuro, widac ze jakas babka cos drugiej pokazuje i sprzedaje.. W podziemnych warsztatach swieci sie swiatlo, pracuja ludzi i maszyny.. Kurde...Trzeba tu uwazac ze zwiedzaniem ruin...



Pełzniemy przez jakies blokowisko. Tu kazdy wymienia okna wedlug wlasnego uznania. Jedne sa ogromne i zajmuja cale sciany, inne malutkie, lub umieszczone daleko od siebie. Kazdy uzywa budulca do jakiego ma dostep :cegly, pustaki, drewno.. Juz nawet nie widac co bylo na poczatku a co jest przeksztalceniem. Choc pewnie tu nikt sie nad tym nie zastanawia. To samo dotyczy balkonow. Balkony poczatkowo byly wnekami w budynku. Niektorzy takie sobie zostawiaja. Inni zabudowuja balkon uzyskując dodatkowe pomieszczenie. To jeszcze nic ciekawego i dziwnego. Ale niektorzy ida krok dalej. Do zabudowanego balkonu, na grubych prętach doczepiaja dodatkowy balkon, wychodzacy juz poza linie budynku!! Jak oni to mocuja ze nie odpadnie? Balkony maja rozne ksztalty, wielkosci i przeznaczenie. Te na dolnych pietrach bywaja nieraz podparte od spodu, te na gornych wzmocnione łancuchem. Raz po raz widac wychodzace ze sciany rury piecyka. W budownictwie panuje tu totalny chaos, pochwala tworczosci wlasnej i radosna dzika wolnosc! Nie ma widac zakazow, nie ma monotoni, nie ma narzuconych schematow...





Miejscowi siedza pod domami i grają w gre przypominajaca połaczenie kosci i warcabów.



Juz mamy swoja ulubiona dzielnice Tbilisi. Musimy tu wrocic.. Choc moze warto poznac inne zakamarki miasta?

Wieczorem robie spore pranie. Wyłaze z łazienki z nareczem mokrych ubrań a tu nagle wyrasta przede mna jakis mlody Azer. Jest ciemno. Nie udaje mi sie wyhamowac. Rozlega sie plask i donosny kwik chlopaka.. Z pokoju obok wybiegaja koledzy sprawdzic kto bije ich pobratymca. A tu stoi buba i zbiera rozsypane czyste skarpetki.. Rozlegaja sie smiechy i jakies komentarze. Gestem zapraszaja mnie do swojego pokoju, gdzie widac trwa impreza. Cieszą sie, ze jestem z Polski, mowia ze oni tez nie miejscowi. Wymieniaja jakies regiony z ktorych pochodza. Nie wiem jakie sa zwyczaje w ich kulturze, czy dziewczyna dolaczajaca do imprezy samych facetow nie jest czyms niewlasciwym.. Troche mi zal, ale grzecznie odmawiam i wracam do pokoju. A poza tym musimy jutro wstac o jakiejs nieludzko wczesnej godzinie!