Idziemy zwiedzac twierdze w Szatili.
Wieksza czesc twierdzy jest opuszczona. Mozna swobodnie wchodzic na tarasiki, balkoniki, poszczegolne pietra. Wiele pomieszczen wydaje sie byc bardzo dogodna na nocleg.
Bardzo mi sie podobaja drabiny, wyciete z jednego kawalka drewna.
Twierdza czesciowo jest zamieszkana, w czesci ludzie zrobili sobie składziki. Widac jakies siano, beczki, narzedzia. Mały kawałek twierdzy sluzy za hotel. Zeby wszystkie hotele tak wygladaly to zapewne bym sie stała ich zagorzała fanka!!
Kierowca naszej marszrutki namawia nas na zakup miodu. Cena jest zachęcajaca a i miod z takiej okolicy musi byc pyszny. Chwile sie zastanawiamy, ale nawet malutki sloiczek miodu wylany w plecaku brzmi jak jakas masakra. Odmawiamy.. Chwile potem widzimy kierowce jak wraca z 5 litrowa butla miodu!! Uffff...
Nie chce sie wracac.. Zostalibysmy w Szatili jeszcze z jeden dzien.. Ale niestety mamy wybor- albo dzis wracamy, albo dopiero za 4 dni..
Jedziemy znana juz drogą, ale jest tak klimatyczna, ze mogłabym nia jezdzic codziennie! Znow potoki, przepascie, wodospady.. Tym razem dostrzegam leżacy na dnie przepasci samochod. Nasze Gruzinki mowia ze lezy tam juz 20 lat.
Mijamy wiele stad owiec, ktore zalewaja drogi jak lawina, wypelniajac je zwarta , biala, kudłata masą, ktora radosnym beczeniem zaglusza nawet klaksony samochodow :)
Jakis miejscowy pokonujący trase konno probuje sie scigac z marszrutka. Idzie mu to nawet calkiem niezle, przez jakies pol godziny ma duza przewage. Jednak potem odpuszcza bo zziajany konik rozglada sie jedynie za potoczkami i kałużami.
Jedziemy z grupa miejscowej młodziezy. Wyjmują instrument przypominajacy mała okragła gitare o innej ilosci strun i zaczynaja spiewac stare chewsurskie piesni. I to wszystko przy akompaniamencie wyjacego silnika i telepiącej sie po dziurach marszrutki! A za oknami owce, osiołki i kolejne malutkie osady zagubione gdzies w głębokich dolinach.
Gruzinka podrozujaca z corka probuje nam tlumaczyc o czym sa piosenki, niektore znaja wszyscy Gruzini, niektore sa typowe jedynie dla tego, gorskiego regionu. Jedna z piosenek, chyba ulubiona tej grupy, bo spiewaja ją kilka razy traktuje o "cziornym malcziku". Mowie, ze to zapewne o toperzu bo on tez jest "cziorny malczik" i jakos wszyscy w marszrutce bardzo sie ciesza. A toperz zyskuje nowe przezwisko
Gdy wyjmujemy bagaze z marszrutki to trudno je odroznic miedzy soba! Wszystkie sa szaro-beżowe, pokryte rowną warstwa pyłu :)
Ponoc tydzien pozniej sobotnia marszrutka juz nie dojechala do Szatili. Na przeleczy spadł snieg..


Odpowiedz z cytatem