DZIEŃ 7

Budzi się kolejny dzień. Latam z aparatem o świcie po okolicy. Na słoneczko nie ma co liczyć bo pochmurno ale widoczność niezła. Poranny widok na Howerlę i Pietrosa (Czarnohora, jakieś 66 km).



O świcie na Płyśce przychodzi para turystów ukraińskich "na lekko". Idą z Osmołody, czyli musieli wyjść nieźle w nocy. Będą wchodzić na Grofę i wracać do Osmołody. W dodatku kobita zasuwa w gumowcach :)
Zbieramy się w dalszą drogę, ostatni rzut oka na chatkę.



My również idziemy w stronę Grofy. Widoczek z połoniny Płyśce.



Kończy się las i łąki, zaczyna się kosówka i gorgan.



Rzut okiem za siebie, w dole połonina Płyśce.



Szczyt już niedaleko...



Na szczycie spotykamy ponownie dwójkę ukraińców. Jest całkiem fajna widoczność. Od Czarnohory do Pikuja.



Napotkani turyści...



Widoczek na Borżawę:



Osmołoda z góry:



Czas złazić.



Widoczek w stronę Mołody. Biedne lasy gorgańskie, całe zbocza wycinane w pień :(



Na przełęczy pod Koniem Grofeckim kolejna chata. Rozważamy nocleg, wygrywa jednak opcja zejścia z powrotem do Osmołody.



Pomimo że to głównie lasy iglaste to miejscami było całkiem kolorowo.



W drodze mijamy Wiktora wiozącego grupę turystów:



Ponownie Osmołoda, ponownie nocleg u Wiktora. Mam dzisiaj urodziny więc jest i mała bibka z szampanem. Wiktor opowiada nam o "drugiej żonie" i puszcza na laptopie nagrany program telewizyjny z jego udziałem, reality show "Zamiana Żon" czy coś w tym stylu :)



Niestety następnego dnia przed świtem wsiadamy w marszrutkę i opuszczamy góry. Czas wracać do domu. Byłem tam nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz...

THE END