Czasem człowiek kręci się w kieracie dni, myśli ma takie spętane i wyobraźnię na uwięzi...
I nagle dostaję Bilet – ruszaj w nieznane, otwórz się, chłoń świat wszystkimi zmysłami!
Pojechałam i pochłonęłam, dziękuję Kropku:-)
To była niezwykła, bardzo potrzebna podróż.

Ps. A bilety pekaesowe czy to z sentymentu czy z namolnego zbieractwa przechowuję. A siedzą sobie, jako zakładka w książce, a to pod podkładką myszy, a to wyprane w kieszeni dziurawych spodni wyjazdowych. Tylko ja za rzadko jeżdżę , bo stale mnie to bawi. Siadam obok kierowcy, wystawiam radary na drogę i na ludzi. Już cała ceremonia sprzedaży biletów mnie fascynuje i to stukanie w magiczną maszynkę;-) No i pogawędki podróżnych, albo z kierowcą albo z kimś obok, bo naturalnie wszyscy się znają:-) Czasem trafiam na kierowcę z poprzedniej podróży, a za Zagórzem rozpoznaję jednego dziadka, co podjeżdża przystanek, zawsze brakuje mu drobnych a kierowca się irytuje;-)
I ten całkowity brak pośpiechu, maszyna flegmatycznie się toczy, pod górkę rzęzi silnik, z górki na chwilę się rozpędza;-))