Gdy byliśmy pierwszy raz w Bieszczadach, nie wiem jak to się stało, ale źle przeczytałem (i zapamiętałem) nazwę Połoniny Caryńskiej. Nikt mnie nie poprawił, a ja przez kilka dni powtarzałem, że byłem na "Carycyńskiej". Jak już się zorientowałem, to strasznie głupio mi się zrobiło. Czeski błąd, a czułem się jak bałwan (choć tak naprawdę nie wiem jak się w takiej sytuacji czuje bałwan). Gdyby mi ktoś zwrócił uwagę, szybciej bym się poprawił. Dlatego jak najbardziej popieram poprawianie, szczególnie w przypadku błędnie wymawianych nazw. Nie odbierałbym tego w żadnym przypadku jako złośliwość, a wręcz przeciwnie - jako przejaw życzliwości.