Odwiedzamy tez sympatyczna knajpe gdzie zjadamy czkmeruli- jest to kurczak w sosie czosnkowym, posypany serem i razem z nim zapieczony- przepyszne!!
Ze scian samej knajpy i okolicznych budynkow usmiechaja sie do nas fajne malowidła.
Wieczorem odwiedzamy jeszcze glowna ulice miasta zwana Rustaweli, ktora wyglada jak wszystkie glowne ulice wielkich nowoczesnych miast we wszystkich krajach.. Totalna unifikacja.. Zakupujemy kilka pamiatek ktore obiecalismy znajomym. Juz mamy sie zwijac z tego niebubowego miejsca- ale odkrywamy w jednym z podworek antykwariat. Kupujemy tam okolo 7 kg ksiazek, w tym np. album o "wielkiej wojnie ojczyznianej", "bajki narodow CCCP" i jakas bardzo stara i dziwna ksiazke pisana niemieckim gotykiem z ładnymi ilustracjami. Niestety wiecej sie nie da, bo bagaz przekroczy norme w samolocie.. a zapewne bysmy jeszcze poszaleli.. Wiec i ta glowna ulica wydaje nam sie teraz przyjazniejsza gdy targamy przez nia opasłe tomiska
Metro jezdzi w Tbilisi dopiero od 6 rano wiec umawiamy sie z jednym z taksowkarzy, ze zawiezie nas rano na lotnisko. I okazuje sie ze za calkiem normalna cene a nie jak ci lotniskowi zlodzieje.. Taksiarz jest wielkim milosnikiem obecnego prezydenta Gruzji. Jest caly dumny, ze ma tak samo na imie - Misza. Mowi, ze wszystko co Gruzja osiagnela to zawdziecza temu czlowiekowi, a glownie bezpieczenstwo w górach i na ulicach miast. Zlikwidował bandy rozbojnikow w Swanetii a ich szefow kazał rozstrzelac. Miejskie gangi i mafie obsadzil swoimi ludzmi, wiec sa spokojni bo wiecej dostana słuchajac sie władzy i z nia wspolpracujac. "Tak, tak- cale Tbilisi kocha Misze!! Cala Gruzja tez"... Hmmmm....acz jak mielismy okazje sie przekonac- Saczkere i Kazbegi niekoniecznie....
Kierowca jednoczesnie z ogromnym szacunkiem i sympatia wyraza sie o naszym byłym prezydencie- Kaczynskim. Zreszta nie dziwi nas to- w rozmowie z kazdym ze spotkanych Gruzinów (a nawet Ormian) rozmowa zawsze schodzila w koncu na Kaczynskiego, ktory napewno w Gruzji ma wiecej wielbicieli niz w Polsce. Irina z hostelu w Tbilisi miała zdjecie pary prezydenckiej na scianie nad biurkiem, gdzies widzialam tez takie zdjecie w domowym ołtarzyku, wcisniete miedzy portret swietych i krolowej Tamary. Gruzini nigdy mu nie zapomna, ze przyjechal tu gdy wybuchła wojna z Rosja. Wszyscy wiedzieli, ze ani Kaczynski, ani Polska wielka obrona nie beda jakby przyszlo co do czego.. Ale wszyscy powtarzali to samo " w tym trudnym dla nas momencie wiedzielismy, ze tam, daleko na polnocy, jest taki kraj ktory o nas mysli i pamieta. A slowo, pamiec i usmiech to wielka pomoc , mogąca zdzialac cuda"
Trasa samolotu wiedzie nad Kaukazem. Musze przyznac bez bicia- byly to najpiekniejsze widoki gorskie jakie udalo mi sie w zyciu zobaczyc.. Tyle pasm gorskich naraz, takie mgly w dolinach, taka gra swiatła, taka przestrzen, takie spojrzenie w niedostepne doliny i przelecze.. Zapewne nawet z Elbrusa w najladniejsza pogode takiego widoku nie ma! Jedno zastrzezenie- samolot mogl leciec troche nizej, troche wolniej i zeby sie dało odkrecic szybe i wystawic glowe za okno
Wrocimy jeszcze zapewne na Kaukaz.. W samej Gruzji tyle zostalo do zobaczenia.. Nie bylismy w Swanetii, w Tuszetii, nie pilismy kachetyjskiego wina, nie bylismy nad morzem, na grzbiecie Gór Samsarskich, w skalnym miastach pod azerska granica.. a ile bocznych drog, a ile gorskich dolin, a ile ruin twierdz rozproszonych po calym kraju... Praktycznie mowiac to prawie nigdzie nie bylismy.. Bo co to sa trzy tygodnie, to tylko jak mgnienie by przekonac sie, ze jest fajnie, by zaciagnac gorskiego powietrza, rozprostowac nogi... i juz trzeba wracac.. Nie mielismy okazji i czasu poznac Gruzji. Mielismy tylko okazje zorientowac sie, ze mimo ostatniej popularnosci i mody wsrod turystow na ten kraj- jest tu jeszcze co zobaczyc, da sie jeszcze bez problemu znalezc miejsca gdzie jest normalnie, gdzie czas plynie powoli i lokalne klimaty nie zostaly sprowadzone do roli cepelii na sprzedaz, ze nawet w samej stolicy sa miejsca gdzie mozna poczuc magie Wschodu..


Odpowiedz z cytatem