Z racji odleglosci dzielacej Oławe z Beskidem Sądeckim wyruszamy w strone "Biesiady" juz w czwartek rano. 10 godzin w pociagach nawet jakos zlatuje. Potem jeszcze paskudnie strome podejscie na Cyrle i kolo 22 witamy sie z pierwszymi zlotowiczami ktorzy dzisiaj dotarli- w sumie kolo 10 osob



Impreza rozwija sie w najlepsze, ogladamy film o Wysockim w Kaukazie, w filmie co chwile przewijaja sie moje ulubione piosenki np. "Wierszyna". Najbardziej podoba mi sie ze jednym z wazniejszych prezentowanych na filmie sprzetow wysokogorskich jest gitara na sznurku bez pokrowca

Potem czacza i rozne nalewki a spiewy przy gitarce trwaja do 4 rano

Jakos tak wychodzi ze wstajemy kolo poludnia Ale strata mala bo i tak pogoda jest jakas taka zdechła, szaro, pochmurno, troche siąpi. Wybieramy sie wiec tylko na krotka wycieczke do niedalekiego osuwiska.



Schronisko w ktorym przyszlo nam pomieszkac bylo kiedys sliczna mala chatka obrosnieta pnaczami, latem pełna kwiatow, z dwoma sympatycznymi sławojkami









Niestety pare lat temu zostalo rozbudowane o nowa sporą czesc, duzo mniej przyjazna od starej...



Mamy jednak szczescie ze noclegi przypadly nam na materacach w starszej czesci schroniska i ominela nas wątpliwa przyjemnosc ogladania i uzytkowania pokoi w czesci hotelowej...

W sobotni wieczor zjezdza sie juz cala ekipa, jest kolo 50 osob , sporo gęb wydaje sie znajomych, bo albo juz gdzies na siebie wpadlismy w gorach albo znamy swoje pyski z roznych zakątkow w odmetach internetu. Jakos az sie nie chce wierzyc ze tyle sympatycznych i ciekawych ludzi moze sie zgromadzic w jednym miejscu i w jednej chwili. I jak zwykle w takich momentach brakuje czasu zeby pogadac do woli ze wszystkimi razem i z kazdym z osobna, by naogladac sie zdjec, naspiewac, nawspominac wypraw wspolnych i oddzielnych oraz naplanowac kolejnych! Jakas to niesamowita wzglednosc czasu ze popoludnia, wieczory i noce na takich imprezach to "ino sie mignie" a zanim minie 8 godzin w pracy to jakby ciagnela sie niekonczaca, przekleta wiecznosc!

I tyle fajnych prelekcji i slajdow...gdzie moglismy nacieszyc oko widokiem polonin, poczuc prawie zapach dymu z gorskich bacowek, wczuc sie w magie dlugich zimowych wypraw narciarskich (rowniez tych sprzed ponad 70 lat) no i znow przez chwile byc TAM, na wschodzie, w miejscach za ktorymi sie ciagle teskni..

No i tradycyjnych atrakcje gorsko-chatkowo-schroniskowych typu: gitara, spiewy, flaszki i pogawedki do bialego rana!!


W sobote idziemy na spacer w strone Hali Pisanej, mijajac po drodze zamglone, szare i mocno poznojesienne beskidzkie krajobrazy











Czasem sie trafi jakas przydrozna kapliczka







albo kudlate cielę dokazujace na łące



a las odbija sie w kroplach zwisajacych masowo z gałązek, liści i wszystkiego wokól



Wieczorem znow slajdy, znow spiewy i pogawedki, wszystko pod czujnym okiem puszystej schroniskowej bestii