Na dzień następny mamy plan na Łopienkę, jakoś tak zawsze jak jestem w Bieszczadach to muszę tam dotrzeć, Magda też bardzo chce bo jeszcze nigdy tam nie była... trochę późno się robi, deszcz pada, na stopa nie chce nas nikt zabrać, sprawdzamy autobus chociaż żeby się do skrzyżowania na Buk dostać a dalej sobie podreptamy..., autobus jedzie ale... ale w ostatniej chwili decydujemy się na wycieczkę pod wodospad :) a Łopienkę przenosimy na dzień inny... okaże się że całkiem trafiona zmiana planów to była :)
Jakoś nigdy nie mogę tam trafić w pełnym słońcu... albo pada albo jest szaro :)
i mamy towarzyszkę naszej bardzo trudnej technicznie i wyczerpującej "wyprawy"
łazimy trochę nad Wetlinką.. wody mało, kajakiem się nie da... i idziemy do domu... po drodze piknik przy sklepie i plany na następny dzień... z nadzieją że przestanie w końcu padać :)
lubię gapić się w mapę...
popołudnie bardzo aktywne...
a noc jeszcze bardziej...
deszcz na trochę przestał padać, robiło się coraz później... dziewczyny poszły spać jakoś wcześniej... bo sobie wymyśliłyśmy że na Tarnicę pójdziemy.. mi się jakoś spać nie chciało... rzeźbiłam kajak...a w zasadzie stawiałam pierwsze kroki w rzeźbiarstwie jeśli w ogóle tak to można nazwać w moim wykonaniu a Wojtek Szczurek grał na gitarze chyba do 4...
dostał go mój dobry kolega kajakarz (też lubiący Bieszczady) jako spóźniony prezent na urodziny i się ucieszył :) a przynajmniej takie sprawiał wrażenie że się podobano chyba że chciał być miły
a jutro idziemy na Tarnicę...









no chyba że chciał być miły
Odpowiedz z cytatem