Nie pozostało nic, jak przewrócić się na drugi bok i pospać jeszcze trochę z nadzieją na słońce... za oknem i tak mglisto i deszczowo, blacha naprawiona więc snu nic nie zakłócało a w planie zejście na spokojnie przez połoninę do Wetliny więc nie ma co się spieszyć :)
W pokoju też wszyscy śpią to co będę się wyrywać
Po jakimś czasie obudziło mnie jakieś takie jaśniejsze światło zza okna... i... i mgły opadły i nieśmiało zaczęło wychodzić słońce zza chmur! :) niewiele myśląc wstałam założyłam jakąś kurtkę wzięłam aparat i wyszłam na zewnątrz:)



kilka osób kręciło się już przed chatką, niektórzy weszli rano niektórzy z noclegu... weszłam na grań i tak fajnie chmury oddzielały niebo od reszty...



widziałam kiedyś na zdjęciach ale nie wierzyłam że z Bieszczad widać Tatry... wiedziałam że uwierzę jak zobaczę... zagadałam jakieś dwie dziewczyny, czy mi się wydaje czy tam widać Tatry... a one że tak, że nawet pan z GOPR u mówił że widać Tatry...
cieszyłam się jak dziecko :) bo moje takie małe Bieszczadzkie marzenie się spełniło...



po chwili z chatki wyszły Magda z Monią... już wiedziały że widać Tatry bo od pana z GOPRu a ja byłam z siebie dumna że sama je zauważyłam :D
jak emocje tatrzańskie opadły zjadłyśmy jakieś śniadanie i ruszyłyśmy dalej w drogę... w ogóle się nie spiesząc i podziwiając widoki...



tak bardzo różniące się kolorem nieba...




To był nasz ostatni dzień z Bieszczadami Wysokimi... po południu przeniosłyśmy się do Cisnej skąd Monika łatwiej mogła wydostać się do Olsztyna... niestety to był jej ostatni dzień wędrówki z nami...
Magda i ja miałyśmy jeszcze drugi tydzień :)