Cytat Zamieszczone przez don Enrico Zobacz posta
W Bieszczadach najgorszy sezon od lat, wszędzie pustki, a tu - w takich Jaśliskach - w listopadzie - wszystko zajęte !!!
Zajęte całe schronisko, pani gospodyni nawet na glebę nie chce nas wpuścić. Ale stara się pomóc jak może i dzwoni do zaprzyjaźnionej agroturystyki. Dzwoni, rozmawia, dziękuje i przekazuje nam wieść: "wszystko zajęte". Do Jaślisk zjechali w ten wieczór chyba wszyscy wędrowcy z Podkarpacia... Ale pani się nie poddaje i dzwoni dalej... W kolejnym (i ostatnim znanym pani miejscu) są już goście, ale jeszcze jeden pokój się dla nas znajdzie. Uffff... Mamy do dyspozycji jedno łóżko, jeden rozkładany fotel i jedną podłogę. Plus jedna łazienka, jedna lodówka, jeden czajniczek - w sumie wyszliśmy na tym oblężeniu Jaślisk całkiem nieźle.

Ale zanim dotarliśmy na nocleg musieliśmy, normalnie musieliśmy odwiedzić bar na Rynku w Jaśliskach. Wiecie, jak to jest, prawda? Kawał drogi w nogach, ciemno, zimno i wieje, ale zanim pójdziemy na nocleg musimy odwiedzić bar w Jaśliskach. Dziewczyny spotkane na dole przy głównej drodze potwierdziły wcześniej, że otwarty. Pani w schronisku też mówi, że otwarty. Wszyscy mówią, że otwarty. A on - zamknięty. Normalnie nieregulaminowo, swoje zdanie ma i basta

Na szczęście sklep był otwarty i to nawet nie jeden. Zrobiliśmy małe zakupy, posiedzieliśmy przed sklepem (ależ było zimno!) i zakulbaczyliśmy ostatni raz tego długiego dnia. Mijało 10 godzin od wyjścia z bezludnej, wampirzej doliny, od dwóch godzin było już ciemno, kilometry w nogach mocno dawały się we znaki, a jeszcze kawałeczek był przed nami. Dwa zakręty, kurhan z kapliczką, cmentarz... i jest nocleg. Nie, nie na cmentarzu ale całkiem niedaleko. Ciepły pokój, ciepła woda, krzesło, łóżko... Można było się rozgościć, otworzyć piwo i... zasnąć. Otwarte piwo zaś zostało dokończone dnia następnego

PS Zdjęcia z powyższego postu pochodzą już z następnego dnia, niech Was nie zmyli ostre słońce.