Siedzieliśmy więc sobie na Bani, liczyliśmy przejeżdżające dołem powozy zaprzężone w mechaniczne konie i było dobrze. Słońce co prawda schowało się za chmurą, wystraszone pojawieniem się wachmistrza srogiego Luśni, zaczęło też ostro wiać, ale w jukach znalazły się jakieś zapasy a i czas był odpowiedni aby przed spotkaniem z Luśnią odrobinę choć się wzmocnić. A jak się wzmocniliśmy to dodając sobie nawzajem otuchy ruszyliśmy w dół.
Nie, nie najprostszą drogą, na końcu której z pewnością czekał srogi wachmistrz. Przeskoczyliśmy przez łąkę i złapaliśmy Drogę Pod Modrzewiami, aby wyjść kawałeczek za przełęczą - potrzebowaliśmy choć tej odrobiny przewagi. I choć szliśmy bardzo wolno to w końcu zamajaczył przed nami nami czarny asfalt głównej drogi. Podeszliśmy delikatnie, rozglądnęliśmy się i... MATKO BOSKA! Luśnia już tam na nas czekał...
Na nic zdał się paniczny odwrót, na nic przegrupowanie szyków i wysunięcie Kmicica na pierwszą linię (a co!), na nic cały nasz rycerski kunszt i mistrzostwo we władaniu szabelką. Już, już żegnaliśmy się z górami, z bukami, z ptakami, z jukami, z jakami, z iliuszynami i z AN-2...
Czterech panów B.
Ponieważ spotkanie z Luśnią zostało już przez Was doskonale rozpracowane to nie będę się powtarzał i pójdę z relacją dalej
Wędrowaliśmy przez chwil kilka wspólnie, minęliśmy najstarszą i najnowszą kapliczkę (wielkie teraz kapliczki stawiają, tylko krzyż na górze maleńki... jeżeli w ogóle jest, bo z ziemi to nie idzie go dostrzec) i przez jedno, drugie i trzecie słoneczko dobrnęliśmy na przełączkę z krzyżem. Już we dwóch, bo wachmistrz srogi Luśnia odłączył się od nas aby do powozu wrócić. Pokierowaliśmy go sprytnie nie tam, gdzie się wybierał, i chichocząc w kułak przedreptaliśmy jeszcze przez jeden Dział i pod lasem zrobiliśmy popas. Zbieraliśmy siły na podejście. A jak już nazbieraliśmy to przez lasek przeskoczyliśmy na szlak szlaków (capo di tutti szlaki) i niebawem stanęliśmy przed Górą.
Phi, też mi góra. Nie na takie się w Gorganach właziło!
Czterech panów B.
O ja chromolę... niby zuch z tego rycerza a pod taką niby górkę podejść nie może! Drabinę ktoś schował czy co? Na dodatek na podejściu trawa wydeptana i nie ma się czego zębami chwytać... Kto taką górę postawił między pagórkami?Już wiem, dlaczegom tam prawie 30 lat nie zaglądał
![]()
Czterech panów B.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)