Jako że Jaśliska nie odpuszczają, i zarażonych stale do siebie przyciągają, w ostatnią sobotę, bladym świtem, na jaśliskim przystanku znów pojawiła się skromna delegacja. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że nad wyraz skromna bo składająca się z jednego jedynego uczestnika. Nie było zrażonego brakiem przerw na popasy Zagłoby, nie było i Kmicica oddającego się innym, ciekawszym zapewne obowiązkom. Wołodyjowski, mikry i niepozorny, już nie samotrzeć czy samowtór a samojeden kontynuował wyprawę.
Już na samym starcie wędrówkę odradzały mu dwie babcie zmierzające na poranną mszę - pierwsza próbowała wprowadzić zamęt w zwarte szeregi twierdząc, że Wołodyjowski zostawił na przystanku jakieś walizki, druga zaś załamała ręce nad niedolą wędrowca i prosiła aby nie szedł sam w Dzikie Pola. Zaraz po mszy obiecała go u siebie do odjazdu autobusu przechować, w cieple i z herbatą w ręce, i wieszczyła, że jak nie posłucha to długo go będą po lesie szukać i nie znajdą.
Nic to, rzekł sobie w duchu Wołodyjowski, podkręcił wąsika i zostawił za sobą obie babcie, miejscowego dyrektora przystanku PKS (któren to dyrektor tradycyjnie prosił o 2zł na małe co nie co), kościół i całe Jaśliska i ruszył drogą w kierunku granicy. Daleko nie uszedł jak przed zabytkową kapliczką próbując znaleźć odpowiedni kąt i uwiecznić kapliczkę na rycinie wpadł był w śnieżną zaspę powyżej pasa. Z trudem się z niej wygrzebał, po czym znów dał w nią nura w poszukiwaniu wyposzczonych z rąk pędzli. Tak, babcia pod kościołem dobrze radziła, a kto dobrych rad nie słucha sam sobie jest winien.
A trzeba Wam wiedzieć, że na Dzikich Polach zima panowała wczoraj niepodzielnie. Śnieg dwanaście razy wiatrem poprzewracany budował wysokie barykady a wichura tylko czyhała na podniesienie przez wędrowca jednej nogi aby w momencie uderzyć ze zdwojoną siłą próbując pokonać opór tej drugiej, niepewnie stojącej na ziemi. No i zimno było przez ten wiater sakramencko! Przez głowę natychmiast Wołodyjowskiemu przemknęło wyobrażenie ciepłej kuchni, garnuszek herbaty przez moment ogrzał zziębnięte ręce a głowa z tęsknotą odwróciła się na Jaśliska. Może...


Odpowiedz z cytatem

