Czosnku niedźwiedziego istotnie było w bród, nawet wygłodniały Zagłoba nie był w stanie dać mu rady.


Niestety mury kresowej stanicy tylko na pierwszy rzut oka wyglądały solidnie, bliższa inspekcja wykazała pewne braki (głównie w morale) unaoczniające się totalnym brakiem zdecydowania.


Co gorsza imć Kmicic odurzony zapachem czosnku próbował wysadzić jedyne w stanicy sprawne działo, na dodatek samobieżne, pchając mu do lufy jakąś kiełbasę i mamrocząc coś o piesku.


Ocucony rycerskim sposobem gadał dla odmiany o jakimś czołgu, czego nijak nie dało się zrozumieć. Dopiero chwyciwszy w dłoń szablę zawołał zrozumiale (acz zupełnie niepotrzebnie) "Hej, szable w dłoń!" i powiódł nas do pirackiej tawerny. Nieźle się zaczynało...