Niemal wszystkie zdjęcia drukuję i Joanna wkłada do albumu. Taka forma pozwala na wspólne przeglądanie z przyjaciółmi. I ... a pamiętasz... a wtedy.... i znów jesteśmy w górach. Przeglądanie nawet na dużym ekranie nie ma tego uroku, gdy karty szeleszczą.
Nie robię tysiąca zdjęć w czasie 3 dniowej wędrówki. Wychowałem się na kliszy i mam zagodowane 36 klatek, a nie xxxx GB pamięci