A cóż ja - skromna stonka z rzadka przelatująca nad Bieszczadami - mam tu do powiedzenia?

Myślę, że cały pomysł jest fajny. Jeśli zwyczaj się utrwali, to szanse na spotkanie kogoś znajomego będą rosły. A jak nawet nikogo się nie spotka, to zje się pierogi, popatrzy na góry, posłucha miejscowej ludności (ostatnio było to dla mnie i syna bardzo interesujące :) ) - i też dobrze. Sobota jest lepsza niż piątek, gdyż w piątek często dopiero dojeżdża się w Bieszczady (na weekend), a do następnego piątku nie zawsze się zostaje. Dla mnie Dwernik jest lepszy niż Jabłonki, bo Jabłonki kojarzą mi się z drogą w Bieszczady, a nie z Bieszczadami - co zapewne nie ma racjonalnego uzasadnienia. No - to taki jest mój głos w sprawie.