Michale, nie chodzę po górach z GPS. Ściślej mówiąc chodzę, ale mam go w plecaku, tak jak niepotrzebny na szlaku portfel - w myśl zasady, aby nie zostawiać niczego wartościowego w samochodzie stojącym cały dzień na parkingu. Natomiast używam to urządzenie w czasie jazdy samochodem, bo przywykłem do tego w czasie miesięcy jazd po UK; teraz nawet gdy znam drogę, włączam GPS, tak z przyzwyczajenia, ale i dla informacji o pozostałej drodze, dokładnej szybkości, etc.
Nie miałem ani zamiaru, ani możliwości nocowania w schronisku, bo nazajutrz o siódmej rano zaczynałem pracę; musiałem wrócić tej nocy do Świdnicy.
Nie pisałem o parkingu „Złoty Potok”, a miejscowości (lub miejscu) tak nazywanej; teraz już nie pamiętam, czy tą nazwę przeczytałem na jakieś tabliczce, czy na swojej mapie. Nie pamiętam, abym przejeżdżał jakiś most, chociaż bez wątpienia jakieś po drodze były.
Michale, ja tam byłem raz jeden, półtora roku temu. Aby jako tako poznać tamte okolice i zobaczyć w nich to, co warte jest zobaczenia, potrzebne są dni wędrówek, a nie godziny. W swoich opisach zamieszczam to, na co zwróciłem uwagę i co przeżyłem, co poczułem, a nie to, o czym gdzieś przeczytałem jako wartym poznania, dlatego dopisku nie będzie, chyba że rozsuniesz trochę swoją zasłonę tajemnicy.