Michale, jakiś most, dość wysoki, świta mi w głowie, ale nie jestem pewny, czy to autentyczne wspomnienie, czy sugestia Twoimi słowami. Pamiętam… zaraz, zerknę do mapy.
Zajrzałem. Miejsce z parkingiem jest zaznaczone i opisane jako Złoty Potok. Pamiętam, że bliziutko, 100 czy 200 metrów, był duży hotel, byłem tam chcąc kupić loda. Zastanawiałem się nad tym moim zbłądzeniem, ono faktycznie musiało nastąpić blisko miejsca nazwanego Piekiełkiem, ale jak to było, że się zaplątałem – zabij mnie, nie wiem. Zresztą, właśnie taka jest istota zaplatania się na drodze.
Schodziłem żółtym, ale tym zachodnim, prowadzącym ku wiosce Jarnołtówek, a w pobliżu Piekiełka skręciłem w prawo, w kierunku pobliskiego szlaku niebieskiego. Ty piszesz, że ten szlak styka się tam z żółtym? Na mojej mapie nie ma tego styku. Skręciłem poza szlak. Natomiast kawałek dalej na wschód, idąc niebieskim, doszedłbym do żółtego. Doszedłem, mogłem i nim dojść do parkingu, ale nie wiem co mi się tam pomyliło, i w efekcie skręciłem na południe, w głąb Cichej Doliny. Wiesz, tak po prawdzie to ja jestem gapą wielką, co raz gdzieś się zagapię za wysoko, gdzie znaków nie ma. Jeśli jestem w obcych mi górach, to niemal na każdej wyprawie zaplączę się, ale co tam! W końcu w naszych górach nie zabłądzi się na poważnie, można co najgorzej spóźnić się parę godzin z powrotem. Po stwierdzeniu marszu w odwrotnym kierunku, kawałek drogi szedłem szlakiem, nie pamiętam jego koloru, a później gdzieś mi znikł, już nie szukałem go, a szedłem według strzałki kierunku do parkingu. Ten jedyny raz szedłem z GPS w ręku. Jakiś las, miejscami ścieżki, miejscami chaszcze, jakieś ogrodzenie omijane przeze mnie, a w końcu zobaczyłem samochód między drzewami. Dobrze, że dni w czerwcu są długie:)
A moja mapa jest w kiepskiej skali, powinienem kupić sobie lepszą. Okulary też.
Schronisk nie lubię i omijam je jak mogę. Pierwszy raz w życiu nocowałem w schronisku dwa lata temu, w tym roku był drugi raz. Jeśli nawet szlak prowadzi obok schroniska, po prostu przechodzę nie zaglądając tam. Powiem więcej: zdarzało się, że siadałem na ławce przy schronisku, zjadałem tam kanapkę i ruszałem dalej. Schroniska nie mają dla mnie nic do zaoferowania. Nic, poza rzadką potrzebą przenocowania w nich.
Dzięki za pogaduchę, Michale:)