Witaj, Basiu.
Dla mnie 45 stopni nachylenia to już strome zbocze, a gdy tych stopni jest więcej, to wtedy zbocze jest bardzo strome. Tam, gdzie na ogół chodzę, mało jest stromych, a jeśli już, to są niewysokie – ot, jakieś dzikie zbocze niewielkiej górki, pokryte ziemią, patykami pod liśćmi lub luźnymi kamieniami. Przy najbliższej okazji spróbuję iść takim zboczem inaczej, całą stopą. Spróbuję.
Raków nie mam. Nie mam też odwagi używać czegoś takiego. Gdy nie da się chodzić bez nich, nie chodzę w ogóle, albo idę tam, gdzie nie muszę ich mieć. Basiu, nie lubię się bać w górach, a oblodzonych tras boję się.