Tomas, dziękuję.
W czasie trzydniówki w Górach Bystrzyckich tak się zmachałem w głębokim śniegu, że do rakiet przekonałem się – i mam ich zakup w planach. Nie od razu, bo w tym roku i tak bardzo dużo wydałem na wyjazdy i na wyposażenie. Kupię i rakiety, ale raki… na razie nie. Nie wiem, czy bardziej jestem uparty, czy bojący się. Jakoś nie ciągnie mnie nic a nic na niebezpieczne wyprawy, a raki jednoznacznie kojarzą mi się z takimi właśnie.
W kupionych kijach (włoskiej firmy Masters, model peak blue) mam wymienne talerzyki, mniejsze i większe, mam też końcówki z widii, bo o ich niezbędności powiedział mi kolega, który przekonał mnie do używania kijów. Nie korzystałem z nich jeszcze, przesyłkę otrzymałem tuż przed wyjazdem do domu na święta. Wyglądają ładnie, mają to, o czym wiedziałem, że mieć powinny, ale wydają się bardzo delikatne. Takie uschnięte patyki, tyle że jest to subiektywne wrażenie laika zupełnego w sprawie patyków.


Odpowiedz z cytatem