Jacku, dziękuję za konkretną wypowiedź.
Sprawdziłem cenę… Miałem nadzieję (O!, ja naiwny!), że takie coś kosztuje sto parę złotych, może 200, a okazuje się, że ten model kosztuje 8 stówek. Dla mnie te rakiety są stanowczo za drogie, zwłaszcza wobec ich spodziewanego rzadkiego używania – parę razy w roku. Widziałem jakiś model za sto kilkadziesiąt złotych, ale po tym, czego zdążyłem się dowiedzieć, raczej niezbyt dobrze chodziłoby się w takich rakietach po pochyłościach, a może i inne wady wyszłyby na jaw; nie wiem, czy warto kupować najtańsze. Ale znowu tamte mają cenę kosmiczną…
Poza względami finansowymi mam wątpliwości, natury, hmmm, filozoficznej. Chodziłem po Sudetach nie mając żadnego wyposażenia, nic zupełnie, nawet butów i plecaka. Pewne niedogodności odczuwałem, ale tego, po co chodzę w góry, nie przynosiłem w doliny mniej. Od ponad roku obrastam w rzeczy i końca tego nie widać, bo gdy już wydaje mi się, że mam wszystko, okazuje się, że jeszcze to czy tamto jest do kupienia, jak ostatnio było z kijami i termosem. Zaczynam odczuwać skrępowanie rzeczami, a nie lubię tego. W góry idę także dla swobody, a te liczne rzeczy osobliwie kłócą mi się z jej poczuciem.
Winny Ci jestem podziękowanie za moje otrzeźwienie.
Dziękuję:)


Odpowiedz z cytatem