Cytat Zamieszczone przez Krzysztof Gdula Zobacz posta
(...)
Czytając o ludziach idących w takich rakietach, wyobrażałem sobie, iż muszą szeroko stawiać nogi, jak marynarze na kołyszącym się statku, aby nie zaczepiać brzegami rakiet o nogi.
Fajne, bo ciepłe są wspomnienia o dziadkach:) Mój nie robił rakiet, ale pamiętam go siedemdziesięcioletniego, starego ułana, jak w biegu łapie grzywę i wskakuje na pędzącego konia.
Nie mam pojęcia jak się poruszają marynarze, nigdy nie pływałem na statkach, ale idąc na takim jak powiadasz prymitywnym sprzęcie człowiek porusza się kołysząc jak kaczka. Jeśli idzie o dziadków ten który mi robił rakiety był dziadkiem (przyszywanym) to był samotny starszy człowiek, ale z nim liczyli się wszyscy mieszkańcy okolicznych wsi. Dla mnie i kilkunastu okolicznych dzieciaków był super dziadkiem. A ojciec mojej mamy był wachmistrzem kawalerii. Z tym że niewiele go pamiętam. Odszedł do wieczności gdy miałem siedem lat. Jeszcze przez kilkanaście lat po jego śmierci wisiały w domu mamy brata jego szable i ostrogi. A Potem gdzieś to zagineło.