Pokaż wyniki od 1 do 10 z 76

Wątek: O butach

Mieszany widok

  1. #1
    diabel-1410
    Guest

    Domyślnie Odp: O butach

    Krzysztofie bardzo Cię przepraszam za błąd z nickiem-pisałem niejako do Ciebie a jednocześnie myślałem o jednym z wierszy Wojtka z Zielonki-jeszcze raz bardzo przepraszam.A schodzenie po stromym zboczu w śniegu jest bardzo prosteNajpierw wbijać należ w śnieg pięty a ciało wypionowane żeby w razie W nie ryć nosem po śniegu.Oczywiście trzeba to modyfikować przy zejściu szlakiem wyślizganym przez poprzedników.Dobrze jest też czasami wykonać tzw dupozjazd na karimacie,jabłuszku lub spodniach -szybko i wygodnie
    Ostatnio edytowane przez diabel-1410 ; 01-01-2013 o 20:16

  2. #2
    Bieszczadnik Awatar Basia Z.
    Na forum od
    05.2007
    Rodem z
    Chorzów
    Postów
    2,771

    Domyślnie Odp: O butach

    Cytat Zamieszczone przez diabel-1410 Zobacz posta
    Krzysztofie bardzo Cię przepraszam za błąd z nickiem-pisałem niejako do Ciebie a jednocześnie myślałem o jednym z wierszy Wojtka z Zielonki-jeszcze raz bardzo przepraszam.A schodzenie po stromym zboczu w śniegu jest bardzo prosteNajpierw wbijać należ w śnieg pięty a ciało wypionowane żeby w razie W nie ryć nosem po śniegu.Oczywiście trzeba to modyfikować przy zejściu szlakiem wyślizganym przez poprzedników.Dobrze jest też czasami wykonać tzw dupozjazd na karimacie,jabłuszku lub spodniach -szybko i wygodnie
    Ten zjazd to byle nie na zbyt stromym stoku !
    Niestety widziałam już dwa wypadki podczas takich "zjazdów", skutkowały wstrząsem mózgu i przegryzieniem języka.

    W ciągu ostatnich 4 dni chodziłam trochę po mocno ubitym śniegu.
    Jeżeli ścieżka jest wyślizgana to wygodniej idzie się po prostu obok niej, po niezdeptanym, a poza tym mocniej wbija pięty butów.
    Kijki są bardzo pomocne - i właściwie nic poza tym nie jest potrzebne.

    Co do "osprzętowienia się" - całe nasze wyposażenie jest kompromisem pomiędzy tym, co usiłują nam wcisnąć producenci sprzętu (a o czym piszą, że jest absolutnie niezbędne) a tym na co nas stać.
    Stosując taki jak mi się wydaje "rozsądny" kompromis i kompletując sprzęt latami - to znaczy jednego roku kupuję plecak, drugiego buty, trzeciego kijki, czwartego namiot itd. udaje mi się wydawać na sprzęt nie więcej niż jakieś 500-700 zł rocznie (od osoby).

    Ponieważ w mojej rodzinie po górach chodzą wszystkie 4 osoby - to znaczy mąż, ja i dwaj dorośli synowie (studenci) - to jest to całkiem spora kwota, ale też jakoś się tymi wydatkami dzielimy.
    Mąż wydaje nieco więcej bo się wspina, a sprzęt wspinaczkowy to dopiero jest drogi.
    Nie ma żadnego ukrywania wydatków przed drugim członkiem rodziny, gdyż każdy z nas wie, że lina jest znacznie ważniejsza niż dywan, bo lina zapewnia bezpieczeństwo, a dywan może sobie być stary.

    Prawdę mówiąc byłoby mi bardzo smutno, gdyby się okazało, że mój mąż nie ma do mnie zaufania i ukrywa przede mną jakieś swoje poważne wydatki.

    Co wydaje mi się najważniejsze ze sprzętu - to buty i plecak i na tych dwóch elementach nie należy oszczędzać.
    W następnej kolejności - kijki - i tutaj wg mnie takie za 100 zł nie różnią się specjalnie od takich za 300 zł za wyjątkiem mniejszej wagi. Wystarczy więc kupić takie za 100 zł.

    Poluję też na wszelkie promocje, czasem biorę udział w zakupach grupowych (np. zamawianych dla klubu), wtedy cena sprzętu może być niższa nawet o 25 %.
    Ciuchy wszystkie kupuję zwykle w "odzieży używanej" mam już chyba z 10 par różnych spodni tam kupionych, niektóre nowe firmowe za 30 zł (trzeba znać firmy, których produkty warto kupować).

    Termos z "Biedronki", lub z "Lidla" - taki za 25 zł nie jest w niczym gorszy od "firmowego" za 100 zł, owszem zdarzają się nieszczelne egzemplarze, ale wtedy można wymienić (trzeba zachować paragon).
    Ostatnio edytowane przez Basia Z. ; 02-01-2013 o 13:22

  3. #3
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2011
    Rodem z
    Leszno
    Postów
    113

    Domyślnie Odp: O butach

    Basiu, pracuję tak dużo, że nie mam kiedy jeździć po sklepach. Poza tym te wyjazdy, jeśli już się zdarzą, są dla mnie psychiczną katorgą, co w pełni zrozumieć może tylko drugi facet. Wolę wydać więcej, jeśli już zdecyduję się na zakup, byle tylko uniknąć jeżdżenia po sklepach. Nie mam wiele wyposażenia, tyle że rok temu, gdy zrobiłem pierwszy zakup, były to buty, nie miałem nic.
    Zgadzam się z Tobą: producenci usiłują przekonać nas do zakupu czegoś, co nie zawsze jest potrzebne. Prawdą też jest, iż cena nie zawsze (ale jednak!) odzwierciedla wartość. Mój stary termos kupiłem kilka lat temu za parę funtów (pracując w UK), sprawuje się dobrze, a za kije dałem około 150 złotych. Mają widiowe groty i dwie pary talerzyków, ale gwinty mechanizmów blokad mają plastikowe – ile czasu będą służyć, zobaczymy.
    Zazdroszczę Ci, Basiu, wspólnej z mężem i dziećmi pasji. W mojej rodzinie nikt nie chodzi w góry, a żona tak bardzo niechętnie patrzy na tą moją pasję – z powodu wydatków, ale i z obawy o moje bezpieczeństwo – że zmuszony jestem ukrywać część wyjazdów i wydatków, nie potrafiąc przekonać jej do psychicznej konieczności tych wyjazdów dla mnie i do swojej rozwagi w górach.
    I też mi smutno z tego powodu.

  4. #4
    Bieszczadnik Awatar Basia Z.
    Na forum od
    05.2007
    Rodem z
    Chorzów
    Postów
    2,771

    Domyślnie Odp: O butach

    Cytat Zamieszczone przez Krzysztof Gdula Zobacz posta
    za kije dałem około 150 złotych. Mają widiowe groty i dwie pary talerzyków, ale gwinty mechanizmów blokad mają plastikowe – ile czasu będą służyć, zobaczymy.
    Też miałam kijki "Masters" służyły mi około 5 lat, a użytkowałam je dość intensywnie. Są całkiem niezłe.
    W tej chwili mam nieco lepsze "Leki", kupione jednak za podobną cenę (ok 150 zł), bo w promocji.
    Nie znoszę w kijkach tzw. "amortyzacji", która zamiast pomagać bardziej męczy mi nadgarstki (wiem, bo używałam jakiś czas pożyczone kijki z amortyzacją), więc kupiłam kijki bez amortyzatorów.

    Nie chodzę po sklepach, bo też tego nie cierpię, ale zapisuję się na newslettery turystycznych sklepów internetowych i dostaję mailem informacje o promocjach i wyprzedażach.
    Korzystam i tak mniej więcej z co trzechsetnej.
    W końcu nie potrzebuję tego wszystkiego co oferują.

    Cytat Zamieszczone przez Krzysztof Gdula Zobacz posta
    Zazdroszczę Ci, Basiu, wspólnej z mężem i dziećmi pasji. W mojej rodzinie nikt nie chodzi w góry, a żona tak bardzo niechętnie patrzy na tą moją pasję – z powodu wydatków, ale i z obawy o moje bezpieczeństwo – że zmuszony jestem ukrywać część wyjazdów i wydatków, nie potrafiąc przekonać jej do psychicznej konieczności tych wyjazdów dla mnie i do swojej rozwagi w górach.
    I też mi smutno z tego powodu.
    A to sobie też trzeba wypracować.

  5. #5
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2011
    Rodem z
    Leszno
    Postów
    113

    Domyślnie Odp: O butach

    Basiu, nie wiedziałem o takim sposobie dowiadywania się o okazjach – to kolejny przykład pożytku z internetu i mojej nieznajomości. Ale że też Ty, kobieta, nie lubisz chodzić po sklepach! :)
    O nieużyteczności amortyzatorów byłem uprzedzony, w Twoich słowach znajduję potwierdzenie.
    Wypracować zrozumienie dla górskich wypadów? Wiesz, w takim razie mam kolejny powód do zazdrości, a jest nim Twoja wiara w taką możliwość. Doskonale rozumiem i podzielam Twoje preferencje zawarte w słowach o nowych linach i starym dywanie (cudny przykład, naprawdę), ale lepiej mi nie podejmować takich prób.
    Basiu, w jakich butach chodzisz w górach?

  6. #6
    Bieszczadnik Awatar Basia Z.
    Na forum od
    05.2007
    Rodem z
    Chorzów
    Postów
    2,771

    Domyślnie Odp: O butach

    Cytat Zamieszczone przez Krzysztof Gdula Zobacz posta
    Wypracować zrozumienie dla górskich wypadów? Wiesz, w takim razie mam kolejny powód do zazdrości, a jest nim Twoja wiara w taką możliwość.
    Wśród swoich licznych znajomych (obecnie w wieku 40-60 lat) znam cały szereg przykładów pozytywnych, takich że małżonka nie podzielając górskiej pasji swojego męża jednak przyzwalała na jej uprawianie i odwrotnie (to jest kiedy mąż nie podzielał pasji żony).
    Jednak przykłady negatywne też niestety znam, zwykle zakończyły się rozwodem.

    Tu akurat piszę o pasji górskiej, ale to jest bardziej ogólne - przecież wybierając kogoś na całe życie nie możemy dopasowywać go wyłącznie do swoich potrzeb, każda działalność w małżeństwie wymaga obustronnych kompromisów.
    Ja wiedziałam kogo wybieram i od początku wiedziałam że nigdy nie będę mogła go ograniczać w uprawianiu jego pasji (mimo, że rzecz jasna boję się o niego).
    I odwrotnie jest tak samo.

    Z drugiej strony, kiedy mieliśmy małe dzieci, każde z nas musiało swoje pasje w dużym stopniu ograniczyć - samemu, nie czekając na nakazy drugiej osoby.

    Cytat Zamieszczone przez Krzysztof Gdula Zobacz posta
    Basiu, w jakich butach chodzisz w górach?
    Na lato mam Salewy, takie:



    Buty takie są wąskie, więc nie na każdego pasują, ale na mnie są dopasowane idealnie i bardzo lekkie.
    Są niestety dość drogie - około 800 zł.
    Dzięki temu, że mój mąż jest przewodnikiem międzynarodowym UIMLA mogliśmy je kupić na "jego konto" w bardzo dużej promocji, z obniżką 50 % czyli za około 400 zł.
    Na męża są za wąskie, ale na mnie w sam raz.

    Butów zimowych obecnie nie mam dobrych, używam stare, już 7-letnie (i pęknięte z boku) skórzane Wolfskiny.
    Też wąskie, ale na mnie idealnie pasują.
    Rozglądam się za kupnem nowych, ale na razie nie mam pieniędzy, pewnie ten wydatek poczeka do przyszłego roku.

    Mam też stare, już kilkunastoletnie bardzo ciężkie skórzane buty "Raichle" kupione kiedyś za śmieszną cenę (coś około 20 zł) w "odzieży używanej".
    Jest to bardzo dobra, jedna z najlepszych na świecie firm, a buty są niezniszczalne i "pancerne" ale jak pisałam - bardzo ciężkie. Jeden but waży więcej niż cała para letnich butów "Salewy".
    Tak, że tych używam co najwyżej 2-3 razy każdej zimy.
    Są sztywne a więc dobre pod raki i do rakiet.

    Rakiety kupił w zeszłym roku mój syn za około 400 zł. W tym roku ponieważ on całą zimę pracuje w Holandii, ja mogę je bez ograniczeń pożyczać.

    W swoim życiu używałam już z dobre 15 par butów turystycznych różnych marek, każde średnio 2-3 lata, bo tyle przeciętnie wytrzymują na moich nogach, a więc można tak napisać "na własnych nogach" sprawdziłam które są dla mnie dobre a które nie.
    W swoim czasie pracując dla miesięcznika turystycznego "npm" brałam też udział w testowaniu butów turystycznych.

    Ale i tak nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, które buty będą dobre dla Ciebie.
    Mogę co najwyżej polecić na które marki warto zwrócić uwagę.

  7. #7
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2011
    Rodem z
    Leszno
    Postów
    113

    Domyślnie Odp: O butach

    Rozwód z powodu odmiennych zapatrywań na swoje zainteresowania?? Trochę dziwny dla mnie powód. Stanowczo zbyt słaby, aby zerwać te rozliczne nici łączące dwojga ludzi żyjących ze sobą 40 lat. Czas, który upłynął nam razem, z przypadkowego pierwszego spotkania czyni przeznaczenie, wobec którego ta czy inna różnica nie ma większego znaczenia.
    A w góry chodzę od paru dopiero lat, i chodzę niewiele. Miniony rok był rekordowym, w górach spędziłem około 20 dni.

    Mniej więcej wiem, jakie buty są dla mnie dobre. Sporo butów kupiłem i sprzedałem, przy okazji nabywając trochę doświadczenia. W mojej ocenie butów jest wyraźna ambiwalencja, bo rzeczowość miesza się mi się z nieco irracjonalnymi ocenami. Wiem, że buty z grubej skóry nie mogą być lekkie, a jednak takie kupuję, bo po prostu podobają mi się. Wiem, że te tradycyjne, z odkrytym dolnym szwem i bez membrany, nie są tak wodoodporne jak dobre i nowe buty wykonane w nowoczesnych technologiach, ale tylko takie mam – z tego samego powodu.
    Po pierwszym, bardzo drogim i nie trafionym zakupie, nie kupuję już butów nowych, bo nie bardzo mnie na to stać i nie widzę uzasadnienia, skoro na przykład moje piękne kastingery, prawdziwe „czerwone sznurówki”, buty kupione na allegro za 96 złotych, były niemal nowe; najwyraźniej ktoś miał je na nogach raz czy dwa.
    Dokładnie takie same i w takim samym stanie, tyle że małego rozmiaru, były tutaj sprzedawane:
    http://allegro.pl/buty-trekkingowe-k...892879737.html

    Żona ma rację, i całkiem możliwe, że Ty zaraz dołączysz do niej: otóż od roku mam małego fioła z butami szytymi tradycyjnie – kupiłem ich kilka par, chociaż, to moje tłumaczenie się, wszystkie okazyjnie, za niewielkie pieniądze. Po co? Powód główny jest prosty i trudny do zrozumienia, bo nierzeczowy: bo mi się podobają. Tak po prostu. Kupuję dla frajdy – jak kobieta nową torebkę. Powód drugi: ciągle szukam tych idealnych.
    Mam i raichle, i podobnie jak Ty mam firmę za jedną z najlepszych, ale to są te buty, o których pisałem w tekście, że zginają się ostro, w jednym miejscu, a wtedy naciskają mi na wielki palec. Nic wielkiego, chodzę w nich, ale chyba tylko dlatego, że moje wyjazdy w góry są jednodniowe.
    Na śnieg i duże błoto zakładam buty klasy BC, o wysokości cholewki 17 cm, i niestety wadze pary w okolicach 2,4 kg. Tyle że do tej wagi można się przyzwyczaić. Ja jej nie odczuwam zbytnio, może dlatego, że w pracy też chodzę w dość ciężkich butach. Gdy nie przewiduję śniegu, zakładam lżejsze buty, oceniam ich twardość jako B, a ich lekkość to rezultat niższej cholewki (około 14 cm) i cieńszej skóry. Niestety.
    Bardzo odpowiada mi skórzana wyściółka butów, mimo iż ma swoje wady, jak na przykład ciężar i dłuższe schnięcie. Wszystkie wkładki mam własnej roboty, z niebarwionego kruponu o grubości 2 do 4 mm, zależnie od butów.
    Dla urody tych tradycyjnych butów, dla klimatu wewnątrz nich, tak mile odczuwanego na stopach, przebaczam im wszystkie ich wady łącznie z tą największą, mianowicie ich wagą.
    W lecie nie chodzę w góry, bo w związku z moją pracą nie mam takiej możliwości. Nie wiem, jak spisywałyby się moje buty w upalny dzień. Zauważyłem jednak, że skarpetki z włóknem coolmax są świetne, dla mnie rewelacyjne, i zapewne w lecie byłby bardzo przydatne.

  8. #8
    Bieszczadnik
    Na forum od
    11.2011
    Rodem z
    Leszno
    Postów
    113

    Domyślnie Odp: O butach

    No problem, Diable:)
    Nie odważę się na taki zjazd; co będzie, gdy zaczepi się pewnym czułym miejscem o wystający kamień lub korzeń?
    Parę lat temu wchodziłem na Waligórę stromym zboczem. Było dużo ubitego, śliskiego śniegu, a ja nie miałem dobrych butów ani kijów. Wszedłem bez przygód, ale czas tego wejścia na pewno był rekordem długości. Faktycznie, nierzadko trzeba było iść obok starych śladów, niewyślizganym śniegiem.

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •